Liczyło na to, że sprawdzą się słowa premiera, że koronawirus zniknie, bo idzie lato - dodaje w internetowej części programu.

Reklama

Pytany o szefa resortu Dariusza Piontkowskiego, związkowiec odpowiada, że w ostatnim czasie rozmawiał z nim raz w marcu, telefonicznie. I to w sprawach zupełnie nieedukacyjnych. Wychodzi z założenia, że istnieje ustawa koronawirusowa, która zwalnia go z obowiązku konsultowania i rozmawiania z kimkolwiek – ocenił gość Radia ZET. Szefowi ZNP marzy się sytuacja, w której edukacja będzie wyłączona z „doraźnej przepychanki politycznej, rozpolitykowania i ambicji każdego ministrów, żeby zostawić po sobie ślad”. Że ktoś przyjdzie i zreformuje edukację w sposób przemyślany – dodał Broniarz.

Pytany o 13 mln maseczek od rządu, które trafiły już do szkół i 50 mln, które mają trafić, prezes ZNP odpowiedział: Tych maseczek wystarczy na 11 dni…

Broniarz w radiu ZET pytany, czy bałby się pójść do pracy, gdyby był teraz, w czasie epidemii, nauczycielem, przyznał, że nie bałby się i wskazał, że taka sama sytuacja panuje w jego obecnym miejscu pracy. Jego zdaniem należy zachowywać rozsądek i ostrożność oraz słuchać epidemiologów, lekarzy, specjalistów, nie polityków.

Prezes ZNP zapytany też został, czy w jego ocenie szkoły są przygotowane na nowy rok szkolny. Na tyle, na ile dyrektorzy, nauczyciele, samorządy mogli to zrobić, to są przygotowani. Na pewno można sobie zadać pytanie, dlaczego to robiliśmy na ostatnią chwilę, dlaczego to było robione w takim pośpiechu, niestety tak chaotycznie - podkreślił.

Wśród obaw Broniarz wymienił m.in. brak wystarczającej ilości podstawowych środków ochrony i obciążenie dyrektorów poprzez regulacje ogromnymi zobowiązaniami. Z drugiej strony z tym nie współistnieje rzeczywiste prawo dyrektora do tego, żeby zarządzał szkołą - dodał.

Szef ZNP ocenił ponadto, że epidemia może narastać w sposób niekontrolowany. Dzieci być może łagodniej ten proces przechodzą, ale także przenoszą tego koronawirusa, podobnie jak i wszyscy, którzy z tą szkołą się kontaktują - powiedział.

Może rosnąć liczba zachorowań, a tym samym dyrektorzy znajdą się w trochę dramatycznej, żeby nie powiedzieć bardzo dramatycznej, sytuacji, bo nie będą wiedzieli, czy ta liczba zachorowań daje im powód do zamknięcia szkoły, przejścia na edukację zdalną czy hybrydową, czy też muszą jeszcze czekać, aż pojawi się jeden, drugi przypadek - zaznaczył Broniarz.

Jak przekonywał, dyrektorzy mają też utrudniony kontakt z sanepidem, który jest także obciążony pracą. Widać wyraźnie, że w pewnym momencie ta sytuacja może się wymknąć spod kontroli - dodał.

Broniarz zaznaczył także, że większość nauczycieli chce powrotu do nauczania tradycyjnego. Praca w szkole - wskazał - była dla nauczycieli dużo prostsza i lżejsza od pracy zdalnej. W ocenie ZNP decyzje o powrocie do takiej edukacji powinien jednak móc podejmować dyrektor szkoły w porozumieniu z samorządem - nawet jeśli placówka znajduje się w tzw. zielonej strefie.