Gdy MEN ogłosiło terminy ferii zimowych w 2026 roku, wielu rodziców wpadło w popłoch. "Upchanie" uczniów z całej Polski w tylko trzy terminy ferii sprawiło, że wielu z nich zaczęło zastanawiać się nad tym, czy w popularnych zimowych kurortach na południu Polski nie będzie zbyt tłoczno.

Czy podobne zmartwienia mieli nasi rodzice i dziadkowie? W końcu w PRL-u ferie zimowe były w jednym terminie. Dorośli musieli zorganizować swoim pociechom czas... zaraz zaraz, czy poprzednie pokolenia aż tak bardzo przejmowały się tym, co ich dzieci będą robić przez dwa tygodnie ferii? O ile tylko dopisała pogoda (a śnieg zimą był w zasadzie gwarantowany), uczniowie mieli co robić.

Sanki i łyżwy od rana do wieczora. Nie trzeba było lodowiska

W ostatnich latach zimy w Polsce były wyjątkowo łagodne, dlatego ci, którzy chcieli poszusować na nartach lub zabrać dzieci na sanki musieli "polować" na śnieg. W PRL-u zimą białego puchu było pod dostatkiem, a w czasie "zimy stulecia" 1978/1979 roku kilkutygodniowy mróz i opady śniegu sprawiły, że uczniowie zyskali więcej wolnego.

Reklama

W ferie wystarczyła górka, z której można było zjeżdżać na sankach czy zamarznięta kałuża, która pełniła funkcję lodowiska. Na łyżwy można było wybrać się również na zamarznięty staw, jeździły całe rodziny, niespecjalnie przejmując się kwestiami bezpieczeństwa. Dziś (nie bez powodu, w końcu zimy są łagodniejsze) decydują się na to nieliczni.

Reklama

Ten, kto na wsi nie miał sanek, upychał do worka siano lub słomę, po zawiązaniu zyskiwał sanki DYI.

Narty w Zakopanem. Tak, już wtedy było to modne

Koszt wyjazdu na ferie zimowe do Zakopanego czy innych popularnych górskich kurortów nie należy do wydatków, na jakie może pozwolić sobie każda rodzina. Tym bardziej, że w koszty rodzice muszą wliczyć też wątpliwej jakości maskotki i zabawki produkcji ChRL, masowo sprzedawane na każdym kroku. W PRL-u, gdy już kupowano coś na zakopiańskich straganach, były to skórzane kapcie czy wyroby rękodzielnicze lokalnej produkcji. Te służyły w domach latami, bo ich jakość z pewnością była lepsza niż obecnie. Teraz z ferii wracamy obładowani magnesami z lokalnym widoczkiem i pluszakami wyprodukowanymi w Azji.

Narodowe Archiwum Cyfrowe

Czy w PRL-u również jeżdżono na nartach? Jak najbardziej i to nie tylko po stokach. Widok szusujących chodnikami czy po łąkach narciarzy nikogo nie dziwił. Ci, którzy decydowali się na zjazdy ze stoku często nie mieli do dyspozycji wyciągów, bo nie każdy stok takowym dysponował. Podobnie jak naśnieżaniem, choć to z reguły nie było tez potrzebne.

Narty były najczęściej drewniane, "plastiki" lub "metale" przywiezione z Zachodu były rzadkością i obiektem pożądania. Dziś drewniane narty produkowane również w Zakopanem (jednak często własnej roboty) określilibyśmy mianem "vintage" i wydali na nie niemałe pieniądze.

Kuligi i wyjazdy na zimowiska

Ferie zimowe odbywały się w jednym terminie i tak samo jak dziś trwały 2 tygodnie. Ci, którzy spędzali je w górach mogli liczyć na kulig wprost spod ośrodka wczasowego, takie kuligi organizowało np. Polskie Biuro Podróży "Orbis". Ci, którzy zostawali w domach, organizowali je sobie sami.

W okresie PRL-u również nie każdy mógł pozwolić sobie na wyjazd na ferie na Podhale, większość dzieci spędzała je więc w domach. Uczniowie spotykali się po sąsiedzku, razem urządzali bitwy na śnieżki (robione bez śnieżkomatów!), lepili bałwana. Nikt nie miał smartfona, dzieci miały sporo okazji do tego, by spędzać czas kreatywnie, często na zewnątrz. Jeśli już zasiadały przed telewizorami to tylko po to, by oglądać Teleferie.

Już od lat 50. zakłady pracy organizowały też zimowiska, na zimowe kolonie uczestników turnusu przyjmowały pensjonaty, schroniska i ośrodki wczasowe. Luksusów nie było, a właściwie sam wyjazd na zimowisko był luksusem. Nie narzekano więc na warunki, choć nieraz spało się i w salach gimnastycznych, a na śniadanie wciąż serwowano zupę mleczną. Ferie zimowe spędzano aktywnie, nie było mowy o nudzie.

Trwa ładowanie wpisu