Reklama

fot. Wojtek Górski

Gdyby pan wiedział, że pandemia się zacznie, jak by się pan do niej przygotował? Czy podjąłby pan inne decyzje?

To zależy, jak wcześnie wiedziałbym, że taka pandemia przyjdzie. Myślę, że każdy polityk, który wiedziałby o tym, poczyniłby kroki zapobiegawcze. Gdybyśmy mieli wiedzę, że zaraz możemy się o coś potknąć, to albo byśmy tę przeszkodę ominęli, albo starali się ją usunąć. I tak samo jest z epidemią. Nikt nie był w stanie tego przewidzieć. Ale Ministerstwo Edukacji Narodowej już kilka lat wcześniej podejmowało kroki, które pozwalały przygotować nauczycieli i szkoły, by mogły korzystać z nowoczesnych narzędzi, takich jak kształcenie na odległość i kontakt z uczniami taki, jaki mamy w tej chwili. To dlatego m.in. uruchomiono program „Aktywna Tablica”, który pozwalał przekazywać pieniądze szkołom podstawowym na sprzęt komputerowy oraz zaplanowaliśmy szkolenia nauczycieli, aby przygotowali się do prowadzenia zajęć na odległość. Wtedy nie zakładaliśmy, że przez jakiś czas będą musieli prowadzić tylko takie zajęcia. Zakładaliśmy, że kształcenie na odległość będzie pomagało w prowadzeniu zajęć, które na co dzień były w szkole.

Czy uważa pan, że nauczanie zdalne przynosi dobre efekty?

W momencie wybuchu epidemii mieliśmy dwa wyjścia. Nie robić nic i zostawić uczniów samym sobie, nie zachęcając nawet, aby cokolwiek robili – powiedzieć im po prostu: macie ferie, takie epidemiczne, ale ferie. Albo mogliśmy próbować uczyć przy wykorzystaniu takich metod, jakie są dostępne. Uznaliśmy, że chociaż nauczyciele – w większości przynajmniej – nie prowadzili dotychczas takich zajęć, to warto spróbować. I nauczyciele stanęli na wysokości zadania. Bardzo szybko nauczyli się korzystać z nowoczesnych narzędzi i technologii. Na pewno jest to lepsze rozwiązanie, niż pozostawienie uczniów bez jakichkolwiek zajęć. Zdaję sobie sprawę jednak z tego, że lepszą formą zajęć jest ta standardowa, klasyczna, kiedy grupa uczniów spotyka się z nauczycielem, mają bezpośredni kontakt, a rówieśnicy mogą ze sobą rozmawiać. Mam nadzieję, że do takiej formy nauczania będziemy mogli niedługo wrócić.

Czy uważa pan, że niektóre rozwiązania stosowane teraz będzie można wykorzystać później, gdy już wrócimy do stanu normalności?

Tak, uważam, że duża część narzędzi internetowych będzie wykorzystywana w szkole, szczególnie w sytuacji, gdy ktoś z twoich koleżanek czy kolegów przez dłuższy czas będzie chory, nie będzie w szkole. Wówczas nauczyciel będzie mógł im przekazać materiały czy informacje dotyczące tego, co było na lekcji, jakie prace były zadane, a także uczniowie będą mogli kontaktować się między sobą. Sądzę też, że na co dzień część zadań czy poleceń nauczyciel będzie mógł wydawać w formie wirtualnej albo odbierać od uczniów w tej formie część prac.

Czy uważa pan, że wycofanie prac domowych ze wszystkich szkół miałoby sens?

Uważam, że prace domowe są potrzebne, ale stosowane rozsądnie. Nie może być tak, że praca domowa zmusza ciebie i twoje koleżanki czy kolegów do siedzenia do późna w nocy. Nauczyciel powinien kontaktować się z innymi nauczycielami i zadawać pracę domową w porozumieniu z nimi, tak aby nie przytłaczać was jednocześnie dużą liczbą prac. Praca domowa daje szanse na wyrobienie w was samodzielności i sprawdzenie tego, czy zrozumieliście materiał, jaki nauczyciel przedstawiał podczas lekcji. Ale ważny tu jest rozsądek.

Reklama

Czy uważa pan, że jakieś przedmioty mogłyby być wycofane z programu nauczania, a jeśli tak, to które?

Gdybyś zadała to pytanie nauczycielom, to pewnie żaden z nich nie odpowiedziałby, że jego przedmiot jest niepotrzebny. I wydaje mi się, że tak właśnie jest. Tworząc grupę przedmiotów nauczanych w szkołach, starano się dopasować je do możliwości i do wieku uczniów. Na przykład w IV klasie szkoły podstawowej nie ma chemii czy biologii, bo uznano, że są to przedmioty trudniejsze i one będą dopiero w starszych klasach. Nie widzę powodu, by jakikolwiek przedmiot skreślać, bo każdy z nich pozwala w jakiś sposób poznać otaczający nas świat. Poznać jego cechy fizyczne, chemiczne, ale także zrozumieć sposób funkcjonowania społeczeństwa. Wiedza z tych przedmiotów uzupełnia się.

A czy chciałby pan dodać jakiś inny przedmiot?

Jestem raczej przeciwnikiem dopisywania nowych przedmiotów. Uczniowie i część rodziców uważają, że i tak jest ich za dużo, że uczniowie mają dość pracy w szkole. Dopisywanie nowych przedmiotów jeszcze mocniej obciążyłoby uczniów, więc raczej myślałbym o jakiejś formule modyfikacji tych treści, jakie są w poszczególnych przedmiotach. Tematem popularnym ostatnio były kwestie klimatu. Ale ja nie widzę potrzeby tworzenia odrębnego przedmiotu, by opowiadać o klimacie, bo takie treści już są zapisane w geografii czy chemii.

Naukowcy udowodnili, że gdybyśmy zaczynali lekcje później, lepiej byśmy się uczyli. Czy miałoby sens wprowadzenie reformy nakazującej, by lekcje zaczynały się nie wcześniej niż o 9 rano?

Nie tylko dzieci są różne pod względem pory wstawania, dorośli również. Wielu naukowców mówi, że są skowronki i sowy wśród ludzi. Skowronki to ci, którzy wstają bardzo wcześnie rano i od początku są gotowi do aktywnej pracy. Sowy to te osoby, które wolą trochę dłużej pospać, ale chętniej posiedzą wieczorem. W szkole musimy dopasować się do obu typów ludzi. Stąd godziny 8–8.30 na rozpoczęcie zajęć wydają się rozsądne, ale to oczywiście zmusza, by poprzedniego dnia w miarę wcześnie pójść spać.

Dziękuję za wywiad

Minister Piontkowski dopytuje:

A jak tobie podobają się lekcje na odległość? Czy chciałabyś wrócić do tego, co było przed koronawirusem?

Lena: Takie zdalne lekcje mi się podobają, ale jest problem, że nie ma dzwonków, więc trzeba pilnować czasu.

Minister Piontkowski: Masz rację, łatwiej jest nam pracować, gdy ktoś wyznacza nam terminy. W szkole pomaga nam nauczyciel i dzwonek, a tu jest trochę trudniej. Pewnie mama i tata próbują zagonić cię do zajęć i nie mają dzwonka i dlatego jest trudniej. Ale życzę ci, Leno, abyś jak najszybciej mogła wrócić do spotkań z kolegami. ©℗