Resort edukacji narodowej wydał stanowisko, że w czasie zamknięcia szkół i przedszkoli z powodu pandemii udzielanie dotacji przez samorządy niepublicznym placówkom (a także tym o charakterze publicznym, ale nieprowadzonym przez samorządy) powinno odbywać się na dotychczasowych zasadach. Gminy nie mają więc podstaw, aby kwestionować ich wysokość lub uchylać się od ich wypłaty. To jednak nie uspokaja właścicieli przedszkoli niepublicznych. Rodzice już bowiem szukają sposobów, aby uchronić się od płacenia czesnego za okres zamknięcia placówek.
Równi i równiejsi
Obecnie w najlepszej sytuacji są prywatne przedszkola, które zgodziły się na udział w powszechnej rekrutacji (czyli są udostępniane rodzicom tak samo jak przedszkola samorządowe). Nie pobierają od rodziców czesnego, bo w zamian otrzymują 100 proc. dotacji z gminy. Rodzicie płacą jedynie 1 zł za każdą godzinę opieki po zrealizowaniu podstawy programowej, ale obecnie opłaty te są anulowane. Podobnie jak opłaty za wyżywienie.
Schody zaczynają się w prywatnych placówkach, gdzie 75-proc. dotacja od samorządu bez dodatkowego czesnego nie wystarczy na pokrycie wynagrodzeń nauczycieli i obsługi.
– mówi matka dziecka z niepublicznego przedszkola z Warszawy.
Jeszcze trudniejsza sytuacja jest w żłobkach.
mówi ojciec dziecka z miejscowości Suchy Las.
Rodzice przekonują, że takie działania prywatnych właścicieli placówek są niezgodne z wypracowanym w 2008 r. stanowiskiem UOKiK.
– wskazuje jeden z rodziców przedszkolaka.
Takie stanowisko rzeczywiście znalazło się w raporcie UOKiK z kontroli wzorów umów stosowanych przez przedszkola niepubliczne z 2008 r.
Złagodzone stanowisko
Resort edukacji narodowej do tej pory nie zajął stanowiska w tej sprawie. DGP zwrócił się więc do UOKiK o ponowne zajęcie stanowiska. Zapytaliśmy, czy rodzice mający dzieci w przedszkolach niepublicznych mogą się uchylać od niepłacenia czesnego za okres, w którym placówka nie świadczy usług. Ku naszemu zaskoczeniu urząd łagodzi stanowisko zawarte we wspomnianym wyżej raporcie i przekonuje, że sytuacja jest nadzwyczajna.
– przekonuje Małgorzata Cieloch, rzecznik prasowy UOKiK.
Dodaje, że czas epidemii stawia cały rynek i wszystkich jego uczestników przed nowymi wyzwaniami i koniecznością przedefiniowania niektórych dotychczasowych stosunków prawnych.
– dodaje.
UOKiK proponuje, że punktem wyjścia do rozmów powinno być przedstawienie przez właściciela przedszkola rzeczywistych kosztów, jakie ponosi mimo nieobecności dzieci.
– mówi Anita Lachowicz z przedszkola Szczęśliwe Dzieci w Józefowie.
– mówi Robert Kaminowski, radca prawny, partner w Kancelarii Peter Nielsen & Partners Law Office.
Czas na porozumienie
UOKiK przekonuje, że obie strony powinny wypracować rozwiązania dostosowane do trudnej dla wszystkich rzeczywistości. W razie potrzeby warto skorzystać z mediacji. W przypadku ewentualnych sporów z prywatną placówką konsumenci mogą skorzystać z bezpłatnej pomocy prawnej, np. rzeczników konsumentów. Ostatecznie o racji strony będzie rozstrzygał sąd.
mówi Maciej Godlewski, wiceprezes Stowarzyszenia Przedszkoli Niepublicznych.
Prawnicy mają różne stanowiska na temat płacenia czesnego.
– przekonuje Robert Kaminowski.
Podobne zdanie ma dr Jakub Szmit z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego. Jego zdaniem rodzic może po prostu wypisać dziecko z przedszkola i nie płacić czesnego. Zastrzega jednak, że po ustąpieniu pandemii może być problem z ponownym zapisaniem podopiecznego do tego samego przedszkola.
podkreśla.
Beata Patoleta, adwokat i ekspert ds. prawa oświatowego, uważa inaczej. Podkreśla, że przedszkola nie zaprzestały realizowania zobowiązań wynikających z umowy. Dokładając najwyższej staranności, realizowały usługę, choć w ograniczonym zakresie. Wzajemne zobowiązanie rodziców również powinno być w takim samym zakresie realizowane.
– dodaje.