Prezes ZNP wyjaśniał, że wynagrodzenie, które pobiera co miesiąc, to kwota brutto. Dodał, że każdy nauczyciel i pracownik Zarządu Głównego, czy członek kierownictwa opłacany jest ze składek członków ZNP.

- Nikt nam w tym nie pomaga, wręcz przeciwnie. Jak każdy związek i każdy obywatel musimy płacić podatki. Robienie zarzutu z tego powodu jest niefortunne. To próba szukania innego obszaru do dyskusji – powiedział.

Pytany o to, czy nie czuje w związku ze swoimi zarobkami pewnego dyskomfortu, odpowiedział, że jego wynagrodzenie ustalają ciała kolegialne ZNP. - To nie jest moja indywidualna decyzja. Są to pieniądze całkowicie pochodzące ze składek szeregowego członka związku. Naszym zadaniem jest walczyć o to, żeby pensje nauczycieli były jak największe, a nie dyskutować ile zarabia prezes lub członkowie zarządu – mówił. Dodał, że jako związkowiec "nie kradnie tych pieniędzy".

- Jeśli związek angażuje swoje statutowe pieniądze w jakąkolwiek działalność gospodarczą – także musi od tego odprowadzić podatki. Co do tego nie mamy cienia wątpliwości, składamy sprawozdania finansowe jak każda organizacja do urzędu skarbowego. Nikt nie postawił nam jakiegokolwiek zarzutu niegospodarności - stwierdził.

Broniarz wskazał, że pensja nauczyciela rozpoczynającego pracę to 1751 zł na rękę, a pensja osoby po 20 latach stażu pracy to 2700 zł netto.

- Na pewno jesteśmy zdecydowanie dalsi od jakiegokolwiek porozumienia z MEN. Pani minister (Zalewska – red.) mówiła o rzeczach, o których wiemy od wielu miesięcy. Prognozuje wzrost wynagrodzeń od 120 zł do 160 zł. Stanowisko nauczycieli jest radykalnie odmienne od tej propozycji - stwierdził. Jak mówi gość Radia ZET, jeśli w czwartek strony nie dojdą do porozumienia, Zarząd Główny ZNP stanie przed obowiązkiem podjęcia uchwały ws. wejścia w spór zbiorowy, który musi zakończyć się strajkiem.

Na stwierdzenie, że budżet państwa mógłby nie udźwignąć podwyżek w wysokości tysiąca złotych, gość Beaty Lubeckiej odpowiedział, że: "Tutaj pani minister Zalewska jest absolutnie niewiarygodna. Zakładając, że dokładamy 1000 zł do każdego zatrudnionego nauczyciela, to łącznie z kosztami zakładu pracy mamy przestrzeń od 8 do 10 mld zł, z tym że pamiętajmy, że następnego dnia Skarb Państwa zainkasuje 18% podatku od każdego zatrudnionego" – wylicza.