Maciej Giertych rozsyła do szkół swą książkę, w której twierdzi, że teoria ewolucji jest całkowicie nieprawdziwa. Założenie przypadkowego powstania życia niczym się nie różni od rozumowania, że tornado przechodzące przez samolotowe złomowisko może złożyć boeinga 747 gotowego do lotu - pisze w swej publikacji - informuje "Gazeta Wyborcza". Ojciec znanego adwokata stawia też w niej choćby takie tezy, że dinozaury żyły wśród ludzi, o czym dowodzą legendy o Smoku Wawelskim, czy potworze z Loch Ness.

Reklama

W mailu do gazety tłumaczy, że książkę rozsyła, bo dobro, jakim jest dostęp do najnowszych osiągnięć naukowych, powinno czym prędzej dotrzeć do młodych ludzi, którzy kształtują sobie pogląd na świat. Przesłanie książki do liceów i techników w całej Polsce ma na celu dostarczenie im wiedzy na temat osiągnięć naukowców. Dewolucja, którą naukowcy obserwują na przestrzeni wielu lat, to fakt naukowy - dodaje.

Biologowie są przerażeni. Włos się jeży na głowie. Przerażające fantasy! Ta książka nie powinna leżeć na półce w szkolnej bibliotece. Wiem, że każdy ma prawo myśleć i pisać, co mu się podoba, ale w przypadku książek, które udostępnia uczniom szkoła, gdzieś trzeba postawić granice. Nie ma tam przecież myśli markiza de Sade - mówi Jacek Graff, nauczyciel biologii z krakowskiego liceum. On i jego koledzy po fachu wyjaśniają, że teorie Giertycha nie mają żadnego pokrycia w nauce i domagają się stanowczej reakcji MEN.

Resort jednak nie chce opowiedzieć się jednoznacznie po stronie biologów. Różne wydawnictwa przesyłają do szkół różne rzeczy i nie możemy im tego zabronić. Faktem jest, że książka pana Giertycha nie jest podręcznikiem. W zakresie tego, jak i czy w ogóle z niej korzystać, liczymy na mądrość nauczycieli - wyjaśnia Mirosław Sanek, dyrektor generalny MEN.