Sensacyjne filmy akcji można podzielić na różne podgatunki. Są takie, w których samotny bohater wybija całe zastępy wrogów, są też takie, w których potyka się z jednym potężnym przeciwnikiem. Są wreszcie arcydzieła, w których bohater po prostu ratuje świat. Cały świat.

Ale jest jedna rzecz, która zazwyczaj je łączy. W dramatycznym momencie, gdy już się wydaje, że wszystko przegrane, a nasz heros pada ścięty serią z karabinu (oczywiście w ostatnim momencie zabijając złego strzelca), gdy podbiega do niego jego ukochana, by przekonywać do nieumierania, on nagle otwiera oczy, uśmiecha się pod wąsem i stwierdza, że jeszcze „nie nadszedł czas, maleńka”. Okazuje się, że pod koszulką na ramiączkach miał ukrytą kamizelkę kuloodporną, która ochroniła go przed wszystkimi 27 pociskami. Tyle, jeśli chodzi o filmy.

W rzeczywistości używanie kamizelek kuloodpornych wygląda nieco inaczej. Wraz z wkładem, czyli płytami balistycznymi, np. ceramicznymi, które mają chronić przed przebiciem pociskiem, takie wyroby ochronne ważą ok. 7 kg (mowa tu o kamizelkach używanych przez polskie wojsko np. w Afganistanie, które generalnie cieszą się niezłą opinią i w niczym nie ustępują np. produktom amerykańskim). Trzeba też pamiętać, że tego typu sprzęt zapewnia ochronę z przodu i z tyłu, z boku wciąż nie jest się kuloodpornym. Ale nawet gdy pocisk trafi w kamizelkę, to istotne są dwie kwestie. Po pierwsze, i tak może ją przebić, a po drugie, nawet jeśli nie przebije i wkład go zatrzyma, to odkształcenie materiału w momencie uderzenia może wynieść nawet 35 mm. Proszę spróbować palcem ugiąć swoją klatkę piersiową o choćby 15 mm – tego nie da się zrobić bezboleśnie. I tu pojawia się właśnie pole do popisu dla inżynierów z łódzkiego Instytutu Technologii Bezpieczeństwa „Moratex”, których inny wynalazek – hełm hybrydowy – opisaliśmy w ramach konkursu Eureka DGP w styczniu (CZYTAJ WIĘCEJ >>>).

Chodzi o to, by zniwelować efekt uderzenia pocisku w kamizelkę – tłumaczy dr hab. inż. Marcin Struszczyk. – Istota rozwiązania polega na opracowaniu lekkiej i elastycznej konstrukcji, silnie absorbującej energię pocisku, co wpływa na zmniejszenie chwilowego ugięcia płyty balistycznej – dodaje naukowiec. Podkładka z tworzywa sztucznego z zewnętrznej strony jest gładka. Ta druga, która znajduje się bliżej ciała użytkownika, uformowana jest w liczne występy, równomiernie rozłożone na całej powierzchni. Przypomina to nieco gąbkę do mycia czy masażu. Wszystko po to, by użytkownik się nadmiernie nie grzał i nie pocił. Dzięki tym nierównościom tworzą się kanaliki umożliwiające przepływ powietrza. Jednak w całym wynalazku najważniejsze jest to, że w środku znajduje się specjalna ciecz dylatacyjna, która w czasie uderzenia pocisku zachowuje się jak... ciało stałe. – Gdy działanie siły ustaje, materiał ponownie staje się cieczą. Zmiana jest szybka i całkowicie odwracalna. Ciekły składnik zapewnia elastyczność podkładki oraz, jednocześnie, jej usztywnienie w momencie bezpośredniego zagrożenia – wyjaśnia dr Karolina Olszewska, członek zespołu, który opracował wynalazek. Ciecz, którą opracowano na Politechnice Warszawskiej, pozwala na obniżenie dynamicznej deformacji nawet o 70 proc. Tak więc przy użyciu tej podkładki ugięcie po uderzeniu pocisku, które normalnie wynosi 35 mm, będzie wynosić zaledwie 10 mm.

Ktoś może zapytać, jak to możliwe, że ciecz pod wpływem siły uderzenia zyskuje właściwości ciała stałego. Z podobnym zjawiskiem spotykamy się na co dzień – chodzi o zapomniany nieco dziś krochmal, który jeszcze w drugiej połowie XX w. używany był w większości polskich domów. Gotowanie mąki ziemniaczanej (skrobi) w wodzie, a następnie używanie jej do krochmalenia pościeli czy bielizny było powszechne. Ci, którzy gotowali kiedyś pranie, być może pamiętają, że jeżeli krochmal mieszali powoli, wszystko było w porządku. Jeśli zaś próbowali robić to szybko, opór stawał się bardzo duży, jakby nagle krochmal zgęstniał. – W tego typu przypadkach ciecz zmienia się w ciało stałe przez tzw. czynnik ścinający – mówi dr Struszczyk. – Gdy go nie ma, to jej właściwości się nie zmieniają – stwierdza. W przypadku krochmalu tym czynnikiem jest łyżka do mieszania. W przypadku podkładki – pocisk.

Jej ważną cechą jest także stosunkowo niewielka masa – podkładka waży zaledwie kilkadziesiąt dekagramów. To z kolei udało się osiągnąć dzięki zastosowaniu tzw. mikrosfer, które w uproszczeniu można opisać jako polimerowe kulki z powietrzem w środku. Jeśli użyje się ich odpowiednią liczbę przy produkcji podkładki, to właściwości absorpcji energii się nie zmniejszą, ale za to masa jak najbardziej.

Badania nad podkładką były współfinansowane w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, a w projekcie brali udział specjaliści z Moratexu, Politechniki Warszawskiej oraz Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia. Oprócz znakomitych właściwości użytkowych dużym atutem tego wynalazku jest jego praktyczność oraz to, że w tym wypadku droga do wdrożenia komercyjnego wydaje się stosunkowo krótka i mało kręta. W ramach niezależnej wyceny eksperckiej wielkość potencjalnego rynku oszacowano w Polsce na minimum 1750 sztuk w ciągu roku. To oznacza przychody o wartości minimum 0,5 mln zł. Potencjał komercjalizacji opracowanego rozwiązania obejmuje zgłoszony do ochrony wynalazek, dokumentację know-how dotyczącą procesu wytwarzania, jakościowania oraz zdefiniowanych warunków przechowywania i użytkowania. To pozwala na wdrożenie rozwiązania w krajowych przedsiębiorstwach, które są dostawcami dla dużych producentów środków ochrony osobistej.

I choć podkładka antyugięciowa w życiu Chucka Norrisa i bohaterów jemu podobnych nie jest aż tak potrzebna (przecież i tak przeżyją), to już szeregowemu w polskiej armii może uratować życie.