Największe koncerny farmaceutyczne świata stały się – jak spółki energetyczne czy wydobywcze – potężnymi firmami, których roczne przychody sięgają nawet miliardów dolarów. Wyprodukowanie, przetestowanie oraz wprowadzenie na rynek nowego leku to proces długotrwały i co istotne – jak zawsze podkreślają firmy – bardzo drogi. Koszty idą w setki milionów dolarów. Jednak po tym, gdy uda się taki specyfik wprowadzić do obrotu, odbijają to sobie z nawiązką (zysk operacyjny zatrudniającego ok. 80 tys. pracowników Pfizera za 2013 r. wyniósł ponad 15 mld dol.).

W dużej mierze jest to możliwe dzięki ochronie patentowej, która w medycynie działa przez 20 lub 25 lat. Tyle czasu firma ma na samodzielne czerpanie zysków z wynalezionego przez siebie produktu. Później do obiegu można wprowadzać leki generyczne, które powstały na bazie wygasłego patentu, a składem i działaniem nie różnią się od oryginału. Zazwyczaj tuż po wygaśnięciu patentu pojawia się kilka zamienników, a cena oryginału spada. Często o kilkadziesiąt procent. Na polskim rynku ponad 80 proc. stosowanych leków to zamienniki. Co ważne, wbrew powszechnej opinii nie działają one gorzej niż pierwowzory.

By wystartować ze sprzedażą generyku tuż po wygaśnięciu patentu oryginału, pracę trzeba rozpocząć dużo wcześniej. Dlatego że proces wytwarzania leków jest skomplikowany, a szczegółowość zapisów patentowych różna. Często są one specjalnie pisane niejasno, aby konkurencja mogła na nich skorzystać jak najmniej. I tak np. można się dowiedzieć, że daną substancję należy podgrzewać przez trzy godziny, ale nie wiadomo, w jakiej temperaturze. Albo wiadomo, że oczyszcza się ją przez krystalizację w konkretnym wybranym rozpuszczalniku, ale już nie to, ile trzeba go użyć.

Tak zaszyfrowane wiadomości nazywamy patentami nieodtwarzalnymi – śmieje się dr Krzysztof Bańkowski z Instytutu Farmaceutycznego, który wraz z zespołem (Katarzyna Sidoryk, Urszula Chmielowiec, Magdalena Kossykowska, Marek Kubiszewski i Joanna Zagrodzka) opracował zamiennik dla sutentu, leku zwalczającego komórki rakowe. Sutent to nazwa handlowa medykamentu zawierającego substancję aktywną sunitynib. – Później metodą prób i błędów staramy się dojść do tego, co autor miał na myśli. Wiadomo, że patenty niektórych firm są szczególnie zagmatwane, a nieprecyzyjny opis jest ich świadomą polityką – wyjaśnia chemik.

Prace nad odpowiednikiem sutentu rozpoczęto w 2009 r., zaś obecnie trwają eksperymenty mające go udoskonalić. Projekt był współfinansowany przez Unię Europejską w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka.

W uproszczeniu można powiedzieć, że półproduktem, z którego otrzymuje się substancję aktywną leku, jest N-[2-(dietylamino)etylo]-5-formylo-2,4-dimetylo-1H-pirolo-3-karboksyamid, zwany w skrócie SU 16. – Na początku badań za 1,5 tys. dol. kupiliśmy kilogram tej substancji od dostawców z Chin. Niestety, była ona silnie zanieczyszczona – wyjaśnia dr Bańkowski.

Przy tworzeniu leków, choć dawki samej substancji aktywnej liczone są w miligramach, czystość substancji musi przekraczać 99,5 proc. Zanieczyszczenia substancjami o znanej budowie, których działanie jest przebadane i znane, może maksymalnie wynosić 0,15 proc., natomiast substancjami nieznanymi 0,1 proc. – Tak więc na początku wyprodukowaliśmy sunitynib z chińskiego półproduktu. Problem leżał w tym, że zanieczyszczenia przekraczały dopuszczalne normy, a my nie byliśmy w stanie oczyścić go bardziej. Dlatego rozpoczęliśmy prace nad tym, by uzyskać czystszą postać półproduktu – opowiada naukowiec. Te działania w dużej mierze odbywały się metodą prób i błędów. Na początku stosowano małe szarże, czyli starano się oczyścić niewielkie ilości SU 16. Kluczem do sukcesu jest to, by cały proces był powtarzalny także na większych szarżach. Wbrew pozorom technologia zastosowana przy oczyszczaniu jednego grama substancji aktywnej niekoniecznie musi się sprawdzać przy próbie oczyszczenia kilograma.

Naukowcom z Warszawy udało się jednak opracowanie znakomitej metody czyszczenia półproduktu SU 16. Kolejnym krokiem wynalazców było stworzenie sposobu produkcji samego leku, który oprócz substancji aktywnej zawiera różne składniki pomocnicze odpowiadające za właściwe stężenie substancji aktywnej w kapsułce czy pigułce, ich dobre właściwości mechaniczne i właściwy rozpad w żołądku. Ważne jest również to, by cząsteczki zwalczające komórki rakowe odpowiednio szybko przetransportować w chore miejsce w organizmie i by potem ciało człowieka mogło je i produkty ich rozpadu bez większych problemów usunąć. I właśnie metodę oczyszczania półproduktu SU 16, a następnie produkcji substancji aktywnej leku opatentował zespół dr Bańkowskiego. Ale co równie istotne, obecnie warszawiacy sami potrafią ten półprodukt wytwarzać. I to w znacznie lepszej cenie niż zanieczyszczony półprodukt wcześniej kupiony w Azji.

Zaletą leków celowanych zwalczających raka (do nich zalicza się sutent) jest to, że w przeciwieństwie do chemioterapii atakują tylko komórki nowotworowe, nie niszcząc przy tym zdrowej tkanki. Sunitynib stosowany jest przy nowotworach nerek, trzustki oraz przewodu pokarmowego. Choć nie potrafi zniszczyć raka ostatecznie, to znacznie przedłuża życie pacjentów. Obecnie zestaw leków do jednego cyklu najbardziej popularnej terapii (28 tabletek po 25 mg) kosztuje ponad 12 tys. zł. Zazwyczaj pacjent potrzebuje dwóch cykli. W 2013 r. Narodowy Fundusz Zdrowia wydał na leczenie z zastosowaniem sunitynibu ok. 50 mln zł. Licząc, że jedna terapia kosztowała ok. 25 tys. zł, mogło z niej korzystać 2 tys. pacjentów. W 2021 r., gdy wygaśnie patent na sunitynib, cena leku powinna znacząco spaść. M.in. dzięki wynalazkowi z Instytutu Farmaceutycznego w Warszawie życie kilku tysięcy ludzi zostanie przedłużone.

Eureka DGP
Trwa druga edycja konkursu „Eureka! DGP – odkrywamy polskie wynalazki”. Jego celem jest promocja polskiej nauki i potencjału twórczego naszych wynalazców. Do końca maja w Magazynie DGP będziemy opisywać wynalazki nominowane przez naszą redakcję do nagrody głównej, wybrane spośród 54 nadesłanych przez 17 uczelni oraz 26 zgłoszonych przez 13 instytutów badawczych. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi w czerwcu. Nagrodą jest 30 tys. zł dla zespołu, który pracował nad zwycięskim wynalazkiem, ufundowane przez Mecenasa Polskiej Nauki – firmę Polpharma, oraz kampania promocyjna o wartości 50 tys. zł w mediach INFOR Biznes (wydawcy Dziennika Gazety Prawnej) ufundowana przez organizatora. – Ponownie patronujemy akcji, która świetnie wpisuje się w nasze działania. NCBR wspiera polskich naukowców, finansując najlepsze projekty badawcze, również w zakresie ochrony patentowej. Popularyzowanie wiedzy na temat osiągnięć polskiej nauki pełni ważną funkcję edukacyjną, bo pozwala zrozumieć znaczenie nauki w naszym codziennym życiu – mówi prof. Krzysztof Jan Kurzydłowski, p.o. dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju