Aby umieścić dziecko w przedszkolu, trzeba mieć nie tylko szczęście, lecz także coraz grubszy portfel. Kto chce posłać pociechę do państwowej placówki na osiem godzin dziennie, musi być przygotowany na wydanie nawet 650 zł miesięcznie. To o 20 zł więcej niż w grudniu. W górę poszła tzw. dodatkowa opieka nad dziećmi, czyli każda ponadnormatywna godzina (darmowych jest tylko pięć dziennie).

Opłaty rosną o 8,2 proc. – dokładnie o tyle, o ile 1 stycznia zwiększyła się pensja minimalna. I właśnie tego faktu samorządy używają jako argumentu, odpowiadając rodzicom na pytania: Dlaczego znowu podwyżki?. W rzeczywistości płaca minimalna nie ma wpływu na koszty funkcjonowania przedszkoli. Zdaniem ekspertów gminy znalazły zręczny sposób na zapewnienie sobie dodatkowych wpływów. Samorządowcy się bronią. Twierdzą, że do utrzymania publicznych placówek wciąż dokładają. Z pomocą miało przyjść im państwo – przed ostatnimi wyborami wszystkie partie deklarowały finansowanie bądź współfinansowanie opieki przedszkolnej z budżetu centralnego. Dziś wszystkie milczą.

We Wrocławiu za każdą dodatkową godzinę opieki nad dzieckiem rodzice płacą dziś 2,60 zł – o 20 gr więcej niż w grudniu. W Łodzi stawka wzrosła z 2,08 do 2,25. Poznań opłaty za godziny opieki dodatkowej podniósł z 2,84 na 3,08. Gdy pytamy o powód podwyżek, odpowiedź wszędzie pada taka sama: Wzrosła płaca minimalna, z którą połączona jest opłata za przedszkole. Brniemy dalej. Dopytujemy się, ilu pracowników przedszkoli zarabia najniższą możliwą płacę. Chyba nikt – odpowiada Bartosz Milczarczyk, rzecznik warszawskiego ratusza. W stolicy opłaty za przedszkola wzrosną tymczasem od 1 marca z 2,60 do 2,8 zł. Podwyżka ma zwaloryzować koszty funkcjonowania przedszkoli – mówi Milczarczyk. Jakie to koszty? Tego już nie wie.

Nie poddajemy się i nadal szukamy rzeczywistych powodów podwyżek. Może chodzi o to, że kwota bazowa, na podstawie której wyliczane są nauczycielskie pensje, jest w relacji z płacą minimalną? Nie. Jej wysokość to wynik negocjacji resortu finansów z nauczycielskimi związkami – mówi Sławomir Broniarz, szef Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Tak czy inaczej skutki podwyżek coraz boleśniej odczuwają rodzice. Pani Ola z Warszawy od marca za opiekę nad dwójką dzieci będzie musiała zapłacić blisko 50 zł więcej. Już teraz z wyżywieniem i zajęciami dodatkowymi oraz opłatami na radę rodziców zostawia miesięcznie w przedszkolu ok. 1,2 tys. zł. Niewiele droższa byłaby placówka prywatna – mówi z goryczą. I zastanawia się, czy w ogóle nie zrezygnować z pracy i nie zająć się dziećmi. Finansowo wyjdzie na to samo – twierdzi.

Wszystkie przedszkola publiczne drożeją o 8,2 proc.