Głównie dlatego, że w tym roku świadectwo dojrzałości odebrało 259 tys. maturzystów – o 40 tys. mniej niż w roku ubiegłym i o ponad 70 tys. mniej niż dwa lata temu. Dodatkowo o abiturientów coraz silniej biją się też uczelnie publiczne, które tak rozszerzają swoją ofertę, aby ściągnąć ich maksymalnie dużo. To za nimi wędrują budżetowe dotacje.

Mieszcząca się w Gdańsku Ateneum Szkoła Wyższa, aby utrzymać ubiegłoroczną liczbę studentów, musiała otworzyć trzy nowe kierunki. W ubiegłym roku na kierunek europeistyka przyjęła 170 studentów, w tym – tylko 50. – Wyjściem były filologie. Weszliśmy we współpracę z British Council w ramach anglistyki. Otworzyliśmy też italianistykę we współpracy z Instytutem Włoskim, jednocześnie tworząc w Gdańsku punkt, w którym można otrzymać certyfikat poświadczający znajomość tego języka. Do tego jeszcze uruchomiliśmy filologię hiszpańską – mówi rektor Ateneum prof. Waldemar Tłokiński, szef Konferencji Rektorów Zawodowych Szkół Polskich, zrzeszającej ponad 200 uczelni niepublicznych. Przyznaje, że trudno jest im konkurować ze szkołami publicznymi w ramach studiów stacjonarnych. Potwierdzają to liczby. W ubiegłym roku akademickim w trybie dziennym na uczelniach publicznych studiowało blisko 10 razy więcej osób niż na uczelniach niepublicznych. Jeszcze trzy lata temu ten stosunek wynosił 1:5,5.

Razem z miejscami ubywa także kierunków oraz samych uczelni niepublicznych. Według danych MNiSW z końca października w likwidacji jest 18 uczelni niepublicznych. – Coraz częściej mamy też do czynienia z likwidacją kierunków – dodaje prof. Marek Rocki, szef Państwowej Komisji Akredytacyjnej. Jego zdaniem niż demograficzny, który potrwa do 2017 r., zmiecie z polskiego rynku co najmniej 30 proc. uczelni niepublicznych – czyli ponad 100.

Co to oznacza dla przyszłych studentów? – Należy spodziewać się silnej polaryzacji tego segmentu rynku edukacji. Pozostaną uczelnie bardzo dobre, a także bardzo tanie, które obniżą ceny czesnego kosztem jakości – wskazuje prof. Rocki.

Uczelnie niepubliczne wskazują też na jeden aspekt, który w czasie niżu demograficznego ułatwiłby im konkurencję z uczelniami niepublicznymi. Chodzi o regulacje, które ograniczyłyby ich ekspansję. – Obecnie mamy sytuację, w której politechniki otwierają kierunki pedagogiczne czy humanistyczne. Jest to oczywiście zgodne z prawem, ale czy na pewno z misją uczelni technicznej – zastanawia się prof. Tłokiński.

Na rynku zostaną albo szkoły bardzo dobre, albo bardzo tanie