Rząd nałożył na samorządy obowiązek wypłacania jednorazowego dodatku uzupełniającego tym nauczycielom, którzy nie osiągnęli na koniec roku średniej płacy, ale nie dał im na to pieniędzy. Gminy szukają więc sposobów, by tych dodatków nie wypłacać. Rozpoczęły od cięć etatów i niezatrudniania nowych nauczycieli. Godziny lekcyjne, które zostały po zwolnionych pedagogach, dzielą między pozostałych uczących. Im więcej ponadwymiarowych zajęć, tym łatwiej gminom uniknąć wypłacania co roku uciążliwego wyrównania.

Na takich oszczędnościach zyskują przede wszystkim dyrektorzy szkół. To oni w pierwszej kolejności – zamiast zarządzać szkołą – biorą dodatkowe godziny. W ten sposób mogą podwoić sobie pensję. Co więcej, wszystko to odbywa się za przyzwoleniem samorządów.

Zasada jest prosta. Rada gminy na podstawie uchwały decyduje, że dyrektor będzie zwolniony z pensum lub będzie ono zmniejszone np. z 18 do 3 godzin. Wszystko po to, aby zajął się on sprawami szkoły, a nie nauczaniem. W efekcie za każdą godzinę zajęć poza pensją dyrektor otrzymuje ponad 40 zł. Zakładając, że ma 25 godzin tygodniowo (bo i tacy rekordziści zarządzają szkołami), miesięcznie dorabia do wynagrodzenia dodatkowo 4 tys. zł. Łącznie z dodatkowymi godzinami, za które ma płacone dzięki likwidacji pensum, może zarobić do 11 tys. zł miesięcznie.

– Wszyscy dyrektorzy szkół, poza jednym, dorabiają sobie, biorąc godziny ponadwymiarowe, i nie widzę potrzeby, aby im tego zakazać – mówi Witold Liszkowski, wójt gminy Puńsk (woj. podlaskie). Twierdzi, że dzięki nim gminie łatwiej jest zapewnić średnią płacę pozostałym pedagogom.

Dyrektorzy niechętnie przyznają, że zamiast zajmować się organizacją szkoły, uczą. Takie praktyki są w większości szkół. Alarmują o tym oświatowe związki zawodowe. – W powiecie biłgorajskim dyrektorzy nagminnie biorą nadgodziny – mówi Andrzej Antolak z Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”.


– Docierały do mnie często takie informacje, że nauczyciel nie miał pełnego etatu, a dyrektor i tak brał dodatkowe godziny – mówi Zenon Szewczyk, radny gminy Spytkowice (woj. małopolskie). Uważa, że szef placówki oświatowej sam ocenia, czy jest w stanie pogodzić funkcję kierowniczą z byciem nauczycielem i czy nie odbije się to na jakości kształcenia.

Kuratoria też są bezradne i tłumaczą, że nie mogą w żaden sposób powstrzymać procederu. Prawnicy natomiast są jednomyślni. – Nie jest to złamanie prawa, ale jedynie nadużycie, którego nawet przy tak dużej liczbie godzin dodatkowych w żaden sposób nie można ograniczyć – mówi dr Stefan Płażek, adwokat, adiunkt w Katedrze Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Jego zdaniem jedynym rozwiązaniem tego problemu byłoby odgórne określenie w ustawie o systemie oświaty kwestii dorabiania przez dyrektorów lub wprowadzenie całkowitego zakazu.

Tyle że takie rozwiązanie już funkcjonowało w ustawie o systemie oświaty, ale przepisy te zostały uchylone.