Na razie zmiany w karcie dotyczyć mają tylko motywowania pedagogów do pracy. Obecnie dostają tyle samo pieniędzy bez względu na zaangażowanie. Rozpoczęcie dyskusji o przyszłości karty pozwoli jednak na gruntowniejsze zmiany. „DGP” wielokrotnie pisał, że ta ustawa nie przystaje do rzeczywistości.

O przesunięciu obowiązku szkolnego w sobotę powiedział premier Donald Tusk. Jego zdaniem dodatkowy rok pozwoli lepiej przygotować się szkołom na przyjęcie młodszych dzieci.

Wielu rodziców właśnie z tego powodu obawiało się posłać do nich sześcioletnie dzieci. 340 tys. osób podpisało się pod obywatelskim projektem nowelizacji ustawy, który znosił ten obowiązek. W tym roku do szkół poszło mniej niż 24 proc. uprawnionych sześciolatków, choć wstępnie MEN zakładał, że będzie to 40 proc.

Samorządy twierdzą, że szkoły są nieprzygotowane do przyjęcia młodszych dzieci, bo nie ma na to pieniędzy. Ich zdaniem potrzeba na to kilku miliardów złotych.

Być może uda się te środki wygospodarować dzięki zmianom w Karcie nauczyciela, która ma zapewnić elastyczniejszy system zatrudniania i wynagradzania nauczycieli. Zapowiedziała to też w sobotę minister edukacji Katarzyna Hall.

Z tymi zmianami nie zgadza się Związek Nauczycielstwa Polskiego. Jego szef Sławomir Broniarz nie widzi związku między Kartą nauczyciela a jakością pracy pedagogów. A to oznacza, że negocjacje z nauczycielami będą bardzo trudne.