Niektóre uczelnie nie przestrzegają przepisów określających zasady przyznawania studentom punktów za zaliczenie poszczególnych przedmiotów. Zawyżają punktację za niektóre wykłady albo ten sam przedmiot liczą dwukrotnie. Mimo to pozostają bezkarne. Konsekwencje tych działań poniosą w przyszłości absolwenci.

– Brakuje narzędzi, które pozwoliłyby karać za to uczelnie – mówi Tomasz Lewiński, dyrektor biura prawnego Parlamentu Studentów Rzeczypospolitej Polskiej.

Nawet jeśli nieprawidłowości w przyznawaniu punktów udowodni Państwowa Komisja Akredytacyjna (PKA), nie jest to wystarczająca podstawa do odebrania uczelni uprawnienia do prowadzenia kierunku studiów. Konsekwencje poniosą jedynie studenci. To oni są zobowiązani do uzupełnienia braków w swoich dyplomach.

Bez prawa wyboru

Nieprawidłowości w przyznawania punktów udowodniono m.in. na Wydziale Matematyczno-Fizyczno-Technicznym Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. Dotyczą one np. nauczania języka angielskiego na kierunku matematyka. Mimo że jest to przedmiot wymagany do uzyskania dyplomu, uczelnia zalicza w zamian za niego inne języki obce (np. francuski czy niemiecki). Wydział przyznaje też podwójne punkty za zaliczenie tego samego przedmiotu.

W tym przypadku PKA miała także zastrzeżenia co do przyznawania punktów za egzamin dyplomowy oraz dodatkowo za seminaria dyplomowe. Jest to sprzeczne ze standardami kształcenia na kierunku matematyka. Ponadto punkty te przysługują za przygotowanie pracy lub naukę do egzaminu. Powinny więc być przyznawane przed egzaminem dyplomowym, a nie po nim (jak to wynika z niezgodnego z prawem regulaminu studiów, który pozwala zaliczyć ostatni semestr dopiero po zdanym egzaminie dyplomowym).

Uchybienia dotyczą często też studiów niestacjonarnych. Na przykład na informatyce na Wydziale Nauk Ścisłych Akademii Podlaskiej w Siedlcach liczba godzin zajęć przeznaczonych na realizację programu studiów jest zbyt mała. Oprócz tego studenci nie mają możliwości wyboru treści kształcenia w ramach przedmiotów do wyboru – decyzje w tej sprawie należą do władz wydziału.


Bezkarne uczelnie

Uczelnia, która wydaje dyplomy ukończenia studiów wyższych na podstawie źle przyznanych punktów, w praktyce nie ponosi z tego tytułu żadnych konsekwencji. W najgorszym wypadku grozi jej upomnienie, jeśli nieprawidłowości zauważy Państwowa Komisja Akredytacyjna.

– Same źle zliczane punkty nie wystarczą, aby wydać ocenę warunkową dla uczelni, która obliguje ją do wprowadzenia zmian. Musi złożyć się na nią kilka czynników – mówi Marek Rocki, przewodniczący PKA.

Dodaje, że tylko taka ocena zobowiązuje uczelnie do eliminowania uchybień. Jeśli tego nie zrobi w ciągu roku, minister nauki i szkolnictwa wyższego może wydać decyzję o pozbawieniu jej uprawnień do prowadzenia kierunku.

Kursy do uzupełnienia

Mimo że błędy w przyznawaniu punktów popełniają uczelnie, to w razie ich wykrycia tylko absolwenci poniosą konsekwencje.

– Problem może się pojawić wtedy, gdy student będzie chciał podjąć studia na zagranicznej uczelni. Wtedy jego dyplom może nie przejść procedury nostryfikacyjnej – uważa Tomasz Lewiński.

Podobne kłopoty może mieć w razie zakwestionowania dyplomu przez komisje nadzorujące np. przeprowadzanie egzaminów na aplikacje prawnicze lub inne egzaminy, od których zaliczenia zależy uzyskanie uprawnień zawodowych. Może się też tak stać w przypadku, gdy absolwent szkoły wyższej chce podjąć studia wyższego stopnia, np. magisterskie lub doktoranckie.


Bartosz Loba, rzecznik Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW), wyjaśnia, że w razie zgłoszenia do resortu takiego przypadku wszczęta zostanie administracyjna procedura sprawdzającą.

– W razie stwierdzenia niedopełnienia obowiązków przekazane zostaną zalecenia dotyczące konieczności uzupełnienia brakujących kursów (punktów) i zweryfikowania uzyskanej wiedzy, np. poprzez egzaminy – dodaje.

Podaje przykład, że takie działanie zostało zastosowane w stosunku do uczelni, której studenci (np. po szkole policealnej) mieli zaliczone niesłusznie niektóre przedmioty z poprzedniej szkoły. Wówczas musieli uzupełnić wykształcenie i zaliczyć dodatkowe egzaminy.

Sprzeciw absolwentów

Ze stanowiskiem MNiSW nie zgadza się Tomasz Lewiński.

– Absolwent nie może ponosić konsekwencji za to, że uczelnia błędnie zlicza punkty, na których podstawie wydane są dyplomy – mówi Tomasz Lewiński.

Wyjaśnia, że skoro uczelnia ma akredytację, to wydane przez nią dyplomy są ważne.

– Dopiero jeśli minister zadecyduje o pozbawieniu jej uprawnień, będą one nieważne – mówi Tomasz Lewiński.