Hall podkreśliła, że mniejsza liczba dzieci w wieku szkolnym musiała spowodować zmiany w sieci. Cytowała dane mówiące, że średnia liczba uczniów w szkołach podstawowych w ostatnich 5 latach zmniejszyła się o 10 proc., a w gimnazjach o 23 proc.

Jednocześnie przypomniała, że wydatki na edukację stanowią często dla samorządów najbardziej znaczącą pozycję w budżecie. Wiele kosztów utrzymania szkół ma charakter stały, m.in. są to koszty bieżące i wynagrodzenia dla nauczycieli. Trzeba ponosić je bez względu na liczbę uczniów w placówce. Według Hall, odejście od konieczności pozytywnej opinii kuratora dla decyzji samorządu o likwidacji szkoły nie spowodowało zwiększenia liczby zamykanych szkół.

"Jednym z już realizowanych sposobów łagodzenia skutków niżu demograficznego jest obniżenie wieku szkolnego do szóstego roku życia. Eksperci prognozują, że w wyniku tej decyzji w 2015 r. - będzie to trzeci rok po wprowadzaniu obowiązku szkolnego dla 6-latków - w szkołach podstawowych będzie się uczyć 2 mln 653 tys. dzieci. Jest to porównywalne z rokiem 2005" - powiedziała minister.

Mówiła także, że MEN przygotowało kilka rozwiązań systemowych, które mają pomóc samorządom łagodzić skutki niżu demograficznego. Znowelizowane w 2009 r. przepisy ustawy o systemie oświaty mają na celu ochronę małych szkół przed likwidacją. Chodzi o przekazanie szkoły innym podmiotom niż samorządy. Szkoły te mają w dalszym ciągu mieć charakter szkół publicznych, a nauczyciele likwidowanej placówki - znaleźć zatrudnienie w nowej szkole. Z kolei przygotowana kolejna nowelizacja ustawy oświatowej przewiduje, że zamiast zamykać małe szkoły i przenosić dzieci do większych, możliwe będzie nauczanie dzieci w dotychczasowych budynkach szkół, które - jako grupa - będą zarządzane wspólnie i będą miały wspólną kadrę pedagogiczną.

Hall zapewniła, że liczba likwidowanych w Polsce szkół maleje z roku na rok. Podała, że samorządy w tym roku chcą zamknąć ok. 500 szkół podstawowych i gimnazjów. Podczas gdy z danych MEN wynika, że w roku szkolnym 2006-2007 zlikwidowano 653 szkoły. Rok później zamknięto 599 placówek, a w latach kolejnych 587 i 540. Odniosła się w ten sposób do informacji podanej przez posła Sławomira Kłosowskiego (PiS), że samorządy chcą zlikwidować w tym roku 850 szkół.

Według Hall różnica między danymi podanymi przez Kłosowskiego a tymi, którymi ona dysponuje, wzięła się stąd, że 300 placówek, które zostaną zamknięte, to szkoły ponadgimnazjalne, które nie prowadzą naboru, oraz policealne, które są "pustymi szyldami", czyli w ogóle nie mają uczniów.


Kłosowski mówił też, że samorządy zamykają szkoły, bo nie mają wystarczających środków na ich utrzymanie, tymczasem za rok te same samorządy będą miały problem z sześciolatkami, które obowiązkowo będą musiały pójść do szkoły. W efekcie najmłodsi będą się uczyć w zagęszczonych klasach lub w systemie zmianowym. Wspomniał także o tym, że rodzice z pogranicza polsko-czeskiego mają obecnie bliżej do szkół w Czechach niż do polskich szkół. Zapowiedział, że jego klub zagłosuje za odrzuceniem informacji.

Taką samą zapowiedź złożył Artur Ostrowski z SLD. Jego zdaniem MEN dąży do komercjalizacji edukacji i zastępowania w efekcie szkół prowadzonych przez samorządy szkołami prowadzonymi przez inne podmioty, np. fundacje. W jego opinii projekt nowelizacji ustawy przygotowywany przez MEN prowadzi właśnie do tego, że szkoły będą mogły być przekazywane bez żadnych ograniczeń.

O tym, że głównym powodem zamykania szkół są względy finansowe mówiła też Elżbieta Jakubiak z PJN. "W uzasadnieniach do uchwał samorządów o likwidacji szkół nie ma innych argumentów poza ekonomicznymi" - podkreśliła. "Mówicie jako Platforma Obywatelska o tworzeniu społeczeństwa obywatelskiego, a gdzie ma się ono tworzyć na wsi, skoro likwidujemy tam placówki edukacyjne; placówki, które od stuleci są centrum życia publicznego, społecznego" - zauważyła posłanka.

Z kolei Wiesław Rygiel z PSL zapowiedział, że jego klub zagłosuje za przyjęciem informacji. Zaapelował jednak o poszukiwanie "kolejnych systemowych rozwiązań, innych niż te dotychczas stosowane, które są niewystarczające". "Nie znajdujemy całkowitego usprawiedliwienia dla tak dużego rozmiaru niekorzystnego procesu likwidacji szkół w niżu demograficznym" - podkreślił.

Domicela Kopaczewska z PO przekonywała, że w trakcie zmian reformy strukturalnej w 2004 roku rozpoczął się proces wygaszania szkół ponadpodstawowych i budowania ponadgimnazjalnych, co było jedną z przyczyn - oprócz m.in. niżu demograficznego - malejącej liczby szkół.