– Tekturowe indeksy to przeżytek – mówi nam Barbara Całka, rzecznik Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. J. Tischnera. – W Szwecji nie obowiązują od 30 lat, w innych krajach zachodniej Europy także, a pozostały tylko m.in. w Czechach, na Białorusi i Ukrainie. Wyższa Szkoła Europejska wraz z Wyższą Szkołą Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie korzystają ze wspólnego elektronicznego programu rejestracji, a od tego roku zdecydowały się pozbyć „przeżytku”, który wciąż dobrze się trzyma na wielu innych uczelniach. – To ułatwienie dla studentów, którzy nie muszą biegać za profesorami z prośbą o wpis czy np. ścigać ich w Warszawie, skąd wykładowcy często dojeżdżają do nas do pracy. Sporo studentów, którzy już pożegnali się z indeksami, musi wciąż biegać za profesorami z kartami egzaminacyjnymi.

– E-indeksy to standard. Kolejnym krokiem powinien być rozbudowany system e-learningu – uważa Urszula Pasieczna, rzecznik WSIZ. – My stawiamy na system Blackboard, dzięki któremu studenci mogą utrzymywać zdalny kontakt z wykładowcami podczas wyjazdów na stypendia.

Są jednak żacy, którzy piszą specjalne podania o wydanie papierowego indeksu. Można go otrzymać np. na Uniwersytecie Warszawskim. – Niektórzy studenci, choć nie muszą, to z powodów najprawdopodobniej sentymentalnych chcą mieć indeks – mówi rzecznik UW Anna Korzekwa.