p

Kadrowcy w wielu przedsiębiorstwach otwarcie mówią, że proces rekrutacji rozpoczynają od odrzucenia CV ze studiów płatnych. Jednak w czasach, gdy obok wykształcenia akademickiego niezwykle ważne staje się doświadczenie, pojawiło się wielu pracodawców, dla których to właśnie praktyka jest czynnikiem decydującym. Taka sytuacja ma miejsce zwłaszcza w małych i średnich przedsiębiorstwach, które nie mogą sobie pozwolić na zorganizowanie nowo przyjętemu pracownikowi okresu przejściowego, w którym mógłby on nadrobić braki w doświadczeniu.

Ciekawe, że jeszcze kilka lat temu niemożliwe wydawało się, aby pozbawiona tradycji i korzeni uczelnia niepubliczna oferowała wyższą jakość usług niż mające długą i chlubną historię szkoły państwowe. O studentach nielicznych wtedy placówek prywatnych mówiono, że to dzieci bogatych rodziców, którym nie udało się dostać na wymarzony uniwersytet lub politechnikę. Jednak z biegiem czasu, wraz z narastającą liczbą sygnałów napływających z uczelni niepaństwowych, następowała stopniowo weryfikacja tej obiegowej opinii. Szybko okazało się bowiem, że szkoły te mają wiele do zaproponowania wszystkim zainteresowanym. Na studentów, którzy zdecydowali się zapłacić za swoje studia, czekały m.in.: znakomite zaplecze naukowe oraz nowoczesna infrastruktura, ciekawy program zajęć, odpowiednio motywujące stypendia oraz... najlepsi wykładowcy, kuszeni nie tylko wyższymi zarobkami, ale też znakomitym zapleczem naukowym, które pozwala im realizować własne badania.

Wszystkim na szkole zależy

Zadziałały najprostsze zasady rynkowe - każda z prywatnych szkół jest instytucją stworzoną po to, by przynosić zyski, a więc dobrze prosperować. A czynnikiem decydującym o dochodzie takiego przedsięwzięcia jest popularność uczelni. Ta z kolei, jest wypadkową jakości kształcenia oraz idących w ślad za nią popularności wśród studentów i renomy wśród pracodawców. Właścicielom zależy na tym, aby placówka przynosiła zyski, dbają oni o to, by jakość usług administracji oraz kadry naukowej była jak najwyższa. Z drugiej zaś strony pilnują tego rodzice wraz ze studentami, którzy płacą, więc wymagają.

Renoma państwowych

Największy atut studiów bezpłatnych, który niezwykle ciężko jest zdobyć uczelniom prywatnym, to renoma, za którą idzie pozycja na rynku pracy. Wielu menedżerów HR pracujących w poważnych przedsiębiorstwach otwarcie mówi, że proces rekrutacji rozpoczynają od odrzucenia CV ze studiów płatnych. Jednak w czasach, gdy obok wykształcenia akademickiego niezwykle ważne staje się doświadczenie, pojawiło się wielu pracodawców, dla których to właśnie praktyka jest czynnikiem decydującym. Taka sytuacja ma miejsce zwłaszcza w małych i średnich przedsiębiorstwach, które nie mogą sobie pozwolić na zorganizowanie nowo przyjętemu pracownikowi okresu przejściowego, w którym mógłby on nadrobić braki w doświadczeniu.

Student stawia na nowoczesność!

Należy zwrócić uwagę, że kiedy przychodzi do płacenia za studia, a więc wyboru między studiami wieczorowymi na uczelniach państwowych a studiami niepaństwowymi zdecydowana większość wybiera te drugie. Wydaje się zatem, że ponad renomę i tradycję najlepszych uniwersytetów i politechnik w kraju, studenci przedłożyli nowoczesne programy studiów, infrastrukturę najnowszej generacji, sprzęt komputerowy oraz lepiej motywujące programy stypendialne. Aby jednak nie popaść w zachwyt nad zaletami płatnej edukacji, należy zaznaczyć, że mowa tu jedynie o najlepszych szkołach, które na swoją pozycję zapracowały sobie ciekawymi pomysłami programowymi, ściągnięciem najlepszej kadry z uczelni państwowych, a przede wszystkim uporem i konsekwencją.

Co mówią statystyki?

Choć droga do uczelni prywatnych wydaje się prosta, to jednak trzeba wziąć pod uwagę dystans, jaki pozostaje do przebycia. A ten jest spory, o czym najdobitniej świadczy frekwencja - na jedno miejsce na bezpłatnych studiach dziennych nierzadko przypada ponad 15 (rekord to ok. 30) chętnych, podczas gdy na studiach płatnych jest to maksimum kilka osób. Statystyka ta w oczywisty sposób przekłada się na poziom, zwłaszcza na pierwszym roku w uczelniach prywatnych, na które w większości dostaje się każdy chętny i majętny. Maciek Pobudkiewicz, który właśnie kończy studia w Polsko-Japońskiej Wyższej Szkole Technik Komputerowych, a w przeszłości studiował dziennie informatykę na Politechnice Warszawskiej, zauważa, że: "Pierwszy rok to odsiew - przez to, że dostają się prawie wszyscy chętni poziom jest dużo niższy, niż mógłby być. Na wyższych latach poziom się wyrównuje dzięki selekcji po pierwszym roku i dzięki pracy wykładowców".

Urok niepłacenia

Innym niezwykle istotnym (dla wielu najważniejszym) atutem studiów dziennych na uczelni państwowej jest oczywiście to, że są one bezpłatne. Wiele osób po prostu nie może sobie pozwolić na płacenie za studia kilka tysięcy złotych rocznie. Niestety, prowadzi to do najgorszej możliwej sytuacji - nie dostawszy się na wymarzone studia dzienne studenci wybierają zupełnie nieinteresujące ich kierunki, byle tylko gdzieś "przezimować". A ponieważ przy obecnym systemie rekrutacji zainteresowanie tematyką studiów rzadko kiedy pomaga w osiągnięciu dobrego wyniku na egzaminie (obecna matura redukuje ten czynnik do zera), zajmują oni miejsca tych, którzy naprawdę pasjonują się danym zagadnieniem. "Tworzy to atmosferę dwojakiego rodzaju, albo zakuwania tych, którzy dostali się na swój kierunek, albo olewactwa tych, którzy zimują" - mówi Maciek, wspominając Politechnikę Warszawską.

Problem nastawienia do studiów nie jest jednak jednostronny, o czym przekonuje refleksja Kamili Skrzypiec, studentki Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania: - Większość ludzi jest tu tylko dlatego, że kazali im rodzice, przez co ich zachowanie na zajęciach jest nie do zniesienia. Czasem atmosfera jest niczym w podstawówce - dodaje rozżalona. Tak zwana atmosfera lansu i bounce’u przeszkadza w szczególności tym, którzy na płatną edukację zdecydowali się z powodu pracy. Teoretyczną alternatywą dla nich byłyby wieczorowe lub zaoczne studia na uczelni państwowej. Piszę teoretyczną, ponieważ obecnie, jak twierdzi Kamila, która wcześniej pracując, studiowała zaocznie polonistykę na UW, różnią się one jedynie tym, że w szkole prywatnej widać, na co przeznaczane są pieniądze z czesnego (nowoczesny sprzęt, czyściutkie aule i sale do ćwiczeń; komputery itp. są z wyższej półki, a zajęcia prowadzą wykładowcy z różnych uczelni: UW, SGH, SGGW, UJ, dzięki czemu poziom jest wysoki), a w państwowej nie (sypiące się stropy, trzeszczące ławki i krzesła, niedziałające komputery i bezużyteczne księgozbiory). Ta patologiczna sytuacja prowadzi do obniżenia standardów edukacyjnych oraz, co najgorsze, do odebrania szansy na zdobycie konkretnego wykształcenia tym, którym najbardziej na tym zależy.

Szansa dla studentów

Sytuację tę uzdrowiłoby wprowadzenie płatnych studiów dziennych na uczelniach państwowych, ale jest to problem niezwykle szeroki. Tak się bowiem składa, że od kilku lat pojawiła się (czy może raczej powróciła) szansa dla studentów, z której jednak niewiele osób zdaje sobie sprawę. Mowa tu o kredytach studenckich. Ponieważ studenci to grupa potencjalnych klientów, z którą trzeba się liczyć, wiele banków przygotowało dla nich specjalne nieoprocentowane pożyczki, które pozwolą na opłacenie czesnego na uczelni oraz utrzymanie się. Z takiej możliwości skorzystała Kamila, która, dzięki kredytowi oraz 500 złotym miesięcznego stypendium naukowego, może sobie pozwolić na względnie spokojną edukację. Warto zwrócić uwagę na tę ostatnią kwotę, która, w odróżnieniu od 160 zł wypłacanych z tego samego tytułu na Wydziale Psychologii UW, potrafi zmotywować do nauki.

Plusy niepaństwowych

Jeśli chodzi o plusy studiów płatnych, to najlepiej możliwości takich placówek pokazuje m.in. Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej. Jej studenci w najmniejszym stopniu nie odczuwają kompleksu z powodu przodującego w rozmaitych rankingach Wydziału Psychologii UW. Już w czasie studiów z powodzeniem prezentują swoje prace na różnego rodzaju konferencjach. Wychowanka SWPS-u, Małgorzata Majcher, obecnie doktorantka na Wydziale Psychologicznym UW wspomina, że na trzecim roku studiów dostała do swojej dyspozycji nowiutkie laboratorium, w którym bez przeszkód mogła prowadzić badania na najnowocześniejszym sprzęcie. Niezwykle istotna jest też obserwacja dr Norberta Maliszewskiego wykładającego na obu tych uczelniach, który zauważa, że studenci SWPS-u są znacznie bardziej ­aktywni w czasie zajęć i wykazują dużo większą inicjatywę, gdy przychodzi do organizacji przedsięwzięć poza godzinami zajęć.

Studenci wielu szkół prywatnych podkreślają, że u nich każdy "nawet uznany profesor może trafić na dywanik u rektora, jeżeli coś jest nie tak z jego pracą, zachowaniem, postawą", co jest częstym problemem na studiach państwowych, zwłaszcza tych ze starą i konserwatywną kadrą.

Jaka przyszłość?

Podsumowując rozważania, największymi zaletami uczelni państwowych są obecnie gwarancja przyzwoitego poziomu oraz znaczna przewaga na rynku pracy, na którym większość pracodawców preferuje studentów/absolwentów tych właśnie uczelni z prostego powodu - sami są ich wychowankami. Należy jednak zwrócić uwagę, że wraz z upływem czasu w Polsce pojawia się coraz więcej zagranicznych pracodawców, dla których zamiast tradycji liczą się doświadczenie zawodowe oraz posiadane umiejętności. Im z kolei sprzyjają nowoczesne programy uczelni prywatnych, które pokazały, że szkoły te mogą skutecznie konkurować z instytucjami państwowymi.