Nazywanie mojego projektu neoliberalnym ma taki sam sens, jak gdybym ja określał poglądy autora tych słów jako neokomunistyczne. Nie ma sensu rozmawiać za pomocą inwektyw - mówił w "Rzeczpospolitej" Jarosław Gowin, zapytany o oskarżenia posłów PiS wobec jego ustawy. Zapewnia, że projekt nie wziął się z kapelusza, a wielokrotnie był już publicznie przedstawiany. Dyskusja nad ustawą trwa od dwóch lat. Wszyscy zainteresowani mieli okazję uczestniczyć w serii dziewięciu wielkich konferencji, dziesiątkach paneli. Nikt nie może powiedzieć, że jest zaskoczony treścią ustawy. To, że nie wszyscy się z nią zgadzają, traktuję jako rzecz zupełnie naturalną. Kontrowersje towarzyszą każdej wielkiej reformie systemowej - stwierdził.

Szef resortu nauki nie obawia się jednak, że ustawa nie wejdzie w życie, bo - jak wyjaśniał - jego plan dostał zielone światło od prezesa PiS. Proszę sobie przypomnieć konferencję prasową, na której występowałem z prezesem Jarosławem Kaczyńskim i Zbigniewem Ziobrą. Mówiłem tam o konstytucji dla nauki jako jednym z kluczowych projektów obozu rządowego na drugą część kadencji. Nie powiedziałbym czegoś takiego bez akceptacji polityka nr 1 naszego obozu, czyli Jarosława Kaczyńskiego - tłumaczył.

Wyjaśniał też, skąd bierze się krytyka jego pomysłów przez profesorów - twierdził, że część środowiska boi się wyższych wymagań od wykładowców, czy nie zgadza się też na większe umiędzynarodowienie uczelni.

Wicepremier ostrzegał jednak że jeśli ta ustawa nie wejdzie w życie, to nie uda się zahamować drenażu mózgów, który wymusi emigrację na tysiącach młodych uczonych. Gowin przypominał zaś, że zahamowanie emigracji i stworzenie systemu kształcenia elit to element programu PiS. Dlatego liczy też na pełne poparcie planu reformy szkolnictwa wyższego przez główną partię Zjednoczonej Prawicy.