Za trzy miesiące rocznik 2004 pójdzie, w myśl zmian autorstwa Anny Zalewskiej, do siódmej klasy szkoły podstawowej. Zastanawiałam się więc, co byłoby gdybym poszła, zamiast jako sześciolatka, do szkoły normalnie, z rówieśnikami. Wtedy chodziłabym do ośmioletniej podstawówki i nie wydaje mi się, żeby to było takie straszne. Natomiast z rozmów koleżeńskich, przeprowadzonych przeze mnie z osobami, które obecnie są w szóstej klasie szkoły podstawowej, nie wyłania się z wizja zadowolenia z chodzenia tam (do szkoły podstawowej) dwóch, kolejnych lat.

Mało kto z moich znajomych chciał o tym szczerze rozmawiać, bo wiadomo już, że nic po prostu się nie zmieni. Jednak nawet jak ktoś jest zwolennikiem reformy lub nie obchodzi go zmiana w systemie szkolnictwa, to i tak wie, że każdy przechodząc do gimnazjum zaczyna jakiś nowy rozdział w życiu. Dobry czy zły, zależy od danej osoby, szkoły, podejścia do nauki itd., ale wszyscy czujemy się tam dużo dojrzalej.

Ludzie w nowej szkole szybciej dorastają, stają się bardziej samodzielni, odpowiedzialni, ponieważ muszą dostosować się do nowego otoczenia. Chociaż, bądźmy szczerzy, umieszczanie trzech roczników, przechodzących najtrudniejszy okres w swoim życiu do jednego budynku, nie jest dobrym pomysłem. Dlatego właśnie siódmoklasistom na 100% nie będzie najgorzej. Ale problem nie leży w samym systemie proponowanych zmian. Chodzi o to, czemu zmiany wprowadzane są tak szybko i czemu nikt nie zapytał o zdanie, a nawet nie porozmawiał z ludźmi, których najbardziej ta reforma dotyczy. Czy te właśnie osoby powinny w ogóle być królikami doświadczalnym polityków?

A co się stanie ze mną i innymi obecnymi pierwszoklasistami? Nie mamy pojęcia, co będzie, kiedy nie uzyskamy promocji do klasy drugiej. Za dwa lata podwójne roczniki zaczną naukę w szkole ponadgimnazjalnej. Czy będziemy mieć wtedy szansę na naukę w liceum o wysokim poziomie nauczania? Poza tym, dlaczego część naszych nauczycieli zostanie zwolnionych (najprawdopodobniej osobiście stracę wychowawcę klasy), wbrew zapewnieniom Pani Zalewskiej, która twierdziła niejednokrotnie, że żaden nauczyciel nie straci posady?

Sama posiadam jeszcze wiele pytań, które chętnie zadałabym Pani Minister Zalewskiej i myślę, że nie tylko ja jedna ich tyle mam. Może to już czas, żeby bardziej pomyśleć o codzienności setek tysięcy polskiej młodzieży. Szkole potrzebne są zmiany, ale trzeba je wprowadzać stopniowo z naszym udziałem. Realnym sprawdzam dla rządzących będzie decyzja o organizacji referendum, bo jak wiemy, wniosek z wymaganą liczbą podpisów został już zweryfikowany i czeka na rozpatrzenie przez Sejm.