Kiedy minister edukacji prezentowała pod koniec czerwca założenia reformy oświaty, przekonywała, że resort być może dopuści rozwiązania, które zminimalizują koszty przekształcania samodzielnych gimnazjów w szkoły podstawowe. Wśród pomysłów było pozwolenie na to, by dotychczasowe gimnazja mogły otwierać wyłącznie klasy V–VIII, np. działające przy liceach. Za takim rozwiązaniem lobbowali między innymi dyrektorzy katolickich placówek. Dziś MEN jednoznacznie potwierdza: bezskutecznie. Wszystkie gimnazja muszą przekształcić się kompleksowo.

W całym kraju samodzielne gimnazja - takie, które nie wchodzą w skład zespołu szkół z podstawówką, technikum lub liceum - to 40 proc. wszystkich. Łącznie ok. 2,7 tys. placówek. To one będą musiały przejść najpoważniejsze zmiany wskutek proponowanej przez minister Annę Zalewską reformy edukacji. Gimnazjum będzie mogło przekształcić się w ośmioletnią szkołę podstawową, liceum ogólnokształcące lub szkołę branżową pierwszego stopnia - tłumaczyła mazowiecka kurator oświaty Aurelia Michałowska podczas spotkania z samorządowcami. Czas na dostosowanie się to pięć lat.

Na razie plan jest taki, żebyśmy utworzyli osobną podstawówkę. Dzieci będą przychodzić do nas stopniowo, od pierwszej klasy, a jednocześnie będziemy wygaszać gimnazjum - zapowiada Iwona Lisowska z gimnazjum nr 46 na warszawskiej Woli. Podkreśla jednak, że ostateczne decyzje dopiero zapadną.

Jak wynika z informacji kuratorium, na Mazowszu 64 proc. gmin już zaczęło przymierzać się do zmian, przynajmniej analizując sieć szkolną. W obliczu reformy w nieco lepszej sytuacji są właśnie szkoły samorządowe. Tam, gdzie gmina jest organem prowadzącym, jest miejsce na inżynierię. Siedlce zamierzają zmniejszyć obwody wszystkich dotychczasowych szkół, a w miejsce gimnazjów otworzyć szkoły podstawowe. Dzięki temu nie stracą pracy dyrektorzy, nadal będą też wykorzystywane budynki szkolne. To zresztą zalecane przez MEN rozwiązanie.

Inna samorządowa strategia to powołanie jednej szkoły podstawowej z kilkoma filiami. Dzięki temu klasy I–IV można będzie prowadzić nawet w małych miejscowościach, a starsze dzieci, np. od piątej klasy, dowozić do położonej centralnie placówki. Dokładnie na takiej samej zasadzie jak do dzisiejszego gimnazjum.

Na takie rozwiązania nie będą mogli pozwolić sobie właściciele prywatnych szkół. Problemy mogą mieć zarówno ci, którzy prowadzą samodzielne gimnazja, jak i zespoły gimnazjum z liceum. Ci ostatni poprosili o pomoc posłankę PiS Krystynę Pawłowicz. "Zwrócili się do mnie dyrektorzy małych niepublicznych szkół, w tym szkół katolickich, prowadzący w jednym budynku gimnazjum i liceum. Dyrektorzy ci wskazywali, że reforma systemu edukacji w obecnym kształcie, wprowadzająca ośmioklasową szkołę podstawową i czteroletnie liceum, spowoduje likwidację ich placówek, ponieważ budynki, którymi dysponują, nie zmieszczą ośmioklasowej podstawówki i czteroletniego liceum. Natomiast samo liceum nie utrzyma się - będzie zbyt mało uczniów" - napisała w interpelacji do minister edukacji narodowej. Zapytała, czy ministerstwo zamierza podjąć jakieś kroki celem uratowania takich szkół, np. zgodzić się na to, by prowadzić klasy V–VIII przy liceum.

Początkowo resort unikał precyzyjnej odpowiedzi na pytanie, powołując się na to, że już niebawem pokaże całościowy projekt ustawy, który przyniesie odpowiedź na wszystkie wątpliwości. Posłanka ponownie złożyła jednak interpelację w tej sprawie. Za drugim razem wiceminister Maciej Kopeć nie pozostawił wątpliwości: szans na rozwiązania mieszane nie ma.

"Zgodnie z przepisami projektowanymi w ww. ustawach od dnia 1 września 2017 r. w polskim systemie oświaty będą funkcjonować tylko ośmioletnie szkoły podstawowe. Tak jak dotychczas, w przypadkach uzasadnionych miejscowymi warunkami będą mogły być tworzone szkoły filialne obejmujące część klas ośmioletniej szkoły podstawowej" - napisał. "Przepisy wprowadzające ustawę - Prawo oświatowe przewidują identyczne rozwiązanie zarówno dla publicznych, jak i niepublicznych gimnazjów" - dodał.

Furtką mógłby być art. 45 proponowanej przez MEN ustawy, który przewiduje prowadzenie w szkołach eksperymentu pedagogicznego. Taką możliwość, również w czerwcu, zapowiadała minister Anna Zalewska. W projekcie znalazło się jednak ograniczenie - eksperyment pedagogiczny realizować można, ale nie może on prowadzić do zmiany typu szkoły. Każdorazowo musi też na niego wyrazić zgodę minister edukacji.

Problem może dotyczyć kilkuset placówek w kraju. W odpowiedzi na interpelację nie znalazła się jasna deklaracja, czy minister zamierza podjąć jakieś kroki, by ratować placówki, które zostaną z tego powodu zamknięte.

Projekt ustawy wciąż jest w konsultacjach. Zgodnie z przedstawionym przez MEN harmonogramem ma być przyjęty przez Sejm do końca roku. Posłowie PiS nie wykluczają, że wiele modyfikacji czeka go w komisji edukacji. Rozwiązania zaproponowane w ustawie mogą nie być ostateczne - już teraz MEN poszło na ustępstwo w stosunku do uczniów gimnazjów dwujęzycznych. Zgodnie z projektem ustawy szkoła podstawowa będzie mogła utworzyć takie oddziały dla klas VII i VIII.