Od 1 września 2017 r. MEN chce rozpocząć wygaszanie gimnazjów. Uczniowie po szóstej klasie szkoły podstawowej zostaną w siódmej. W wielu gminach ich edukacja będzie jednak wyglądać, jak gdyby nic się nie zmieniło – choć nie zmienią kolegów z klasy ani nie będą musieli pisać testu na zakończenie sześciu lat edukacji, to przeniosą się do nowego budynku, dostaną nowych nauczycieli i będą się uczyć według programu podobnego do obowiązującego dziś w gimnazjach.

W wyznaczonym przez MEN czasie szkoły podstawowe i gimnazja mają połączyć się w pary. W ten sposób powstaną ośmioletnie podstawówki z oddziałami gimnazjalnymi. – Szkoła może powstać z połączenia odrębnych szkół lub na bazie obecnie działającego zespołu, a także w wyniku przekształcenia samodzielnego gimnazjum w ośmioletnią szkołę podstawową – wyjaśnia minister Anna Zalewska w liście rozesłanym do pracowników oświaty. Okres przejściowy ma trwać pięć lat. Według koncepcji resortu w tym czasie szkoły mogą działać w dwóch budynkach – młodsi uczniowie chodziliby do jednego, a starsi (ostatnie roczniki gimnazjalne i pierwsze wydłużonej podstawówki) – do drugiego.

Także pracownicy gimnazjów mają zostać na posterunkach. MEN chce, by szkołami zarządzali dotychczasowi dyrektorzy, a nauczyciele z automatu wchodzili w szkoły nowego systemu. To od dyrektora będzie zależało, jak zarządzi godzinami pedagogów. Może więc się okazać, że wszystko zostanie po staremu, a siódmoklasiści trafią na lekcje do nauczycieli, którzy dotąd pracowali w gimnazjum.

Wciąż nie wiadomo jednak, co z programami nauczania. Minister przekonuje, że podstawa programowa dla szkoły podstawowej będzie musiała uwzględniać to, jak do tej pory uczyły się dzieci. Być może dla roczników przejściowych będzie więc przypominać tę gimnazjalną. Dokument ma być gotowy jeszcze w tym roku.