Jak dowiedział się dziennik.pl, Urząd Zamówień Publicznych wszczął kontrolę zamówienia na "Nasz elementarz".

Jak poinformowało MEN już do wszystkich szkół, które go zamówiły trafiła pierwsza część bezpłatnego, rządowego podręcznika dla uczniów klas pierwszych. Do konsultacji społecznych trafiła zaś przed kilkoma dniami ostatnia czwarta część książki. Teoretycznie więc wszystko udaje się przeprowadzać zgodnie z zapowiedziami rządu. Minister Joanna Kluzik-Rostkowska kilka dni temu w wywiadzie udzielonym "Faktowi" mówiła: - Byłam zdeterminowana, żeby przeprowadzić zmianę. 

Tyle, że jak się okazuje ta determinacja mogła doprowadzić do złamania prawa. UZP przeprowadza kontrolę zamówienia, w którym największe kontrowersje budzi to, że autorka podręcznika została wybrana w jeden dzień, a całe zamówienie zostało podzielone na kilka części, by uniknąć przetargu - a zamiast niego można było skorzystać z zamówienia z wolnej stopy.

Takie wnioski płyną z dokumentów, które resort edukacji przekazał na wiosek Forum Obywatelskiego Rozwoju. Jako pierwsi opisywaliśmy, że autorka "Naszego Elementarza" Maria Lorek pracowała nad koncepcją podręcznika już od stycznia 2014 roku, choć nie było jeszcze wtedy prawa, które pozwalało by ministerstwom wydawać podręczniki.

Nawet oficjalne podpisanie z nią umowy nastąpiło przed wejściem ustawy w życie. Proces wyboru autora MEN zaczął 17 marca, dzień później po negocjacjach podpisano umowę z Lorek, a ustawa weszła w życie 22 marca.

Pytania budzi też kwestia zamawiania podręcznika. Gdyby podręcznik miał kosztować ponad 30 tys. euro, trzeba by rozpisać przetarg. Gdyby patrzeć na podręcznik całościowo, to faktycznie przekraczał on próg przetargowy, ale MEN rozbiło projekt na części. Zdaniem FOR było to na tyle niewłaściwe, że w zasadzie można by unieważnić umowy.
Po publikacji “DGP” i FOR kontrolę tego zamówienia wszczął Urząd Zamówień Publicznych.