60 proc. dyrektorów szkół uważa, że ich placówka ma przygotowane pomieszczenia i pomoce dydaktyczne w stopniu dobrym. To zdanie podziela prawie 55 proc. rad rodziców. Jeszcze lepiej ocenione zostały kompetencje nauczycieli do prowadzenia zajęć z najmłodszymi. Ponad 85 proc. rodziców i 89 proc. dyrektorów jest zdania, że pedagodzy świetnie dadzą sobie radę.

Wątpliwości pojawiają się przy punkcie „opieka świetlicowa”. Ocenę bardzo dobrą wystawiło jej już tylko 37 proc. rodziców. Szwankować ma również „nowoczesne podejście do nauki” – zaledwie 7 proc. szkół ma ustawione stoliki inaczej niż w rzędach, a 40 proc. nauczycieli prowadzi zajęcia w sposób tradycyjny. Niemniej większość przedstawicieli rad rodziców zaznacza, że jest zadowolona z miejsca, do którego wysłało dziecko.

Z wynikami ankiet oceniających pracę i przygotowanie poszczególnych szkół do przyjęcia sześciolatków można dokładnie się zapoznać na stronie MEN. Problem polega na tym, że ankiety wypełniali głównie dyrektorzy, którzy – jak można podejrzewać – raczej pozytywnie oceniają własne placówki. Pomóc mieli przedstawiciele rad rodziców, jednak ich odpowiedzi były jawne dla dyrektorów, co mogło zaważyć na szczerości. Dlatego minister Joanna Kluzik-Rostkowska zapowiada, że opinie będą poszerzone o zdanie kontrolerów z kuratoriów oświaty, które zagwarantują obiektywizm.

Wcześniej przygotowanie szkół oceniła NIK i też stwierdziła, że sale i kwalifikacje nauczycieli nie pozostawiają nic do życzenia, ale reszta – owszem. NIK-owska lista zarzutów była dość długa: brak odpowiednich mebli w świetlicach, łazienki nie są przystosowane dla najmłodszych, fatalna opieka polekcyjna.

Zgodnie z przepisami we wrześniu 2014 r. do szkół mają obowiązkowo pójść dzieci urodzone między 1 stycznia a 30 czerwca 2008 r. O losie drugiej połowy rocznika decydują rodzice. W piątek ma się odbyć głosowanie nad wnioskiem o przeprowadzenie referendum z pytaniem: „Czy jesteś za zniesieniem obowiązku szkolnego sześciolatków?”, jednak najprawdopodobniej pomysł polegnie. Przeciwnikiem plebiscytu jest bowiem zarówno PO, jak i jej koalicjant – PSL.