18 tys. mieszkańców, kilka starych kamienic pomiędzy niskimi blokami z wielkiej płyty w charakterystycznych pomarańczowo-żółtych i zielono-seledynowych kolorach. W centrum dom kultury z salą kinową, Lidl, a zaraz obok Browar Kasztelan oraz mleczarnia – najwięksi pracodawcy. A także dwa konkurujące ze sobą licea ogólnokształcące znajdujące się w pierwszej dziesiątce placówek w Polsce, które – jak wynika z badań – najlepiej uczą przedmiotów ścisłych. Tak wygląda Sierpc, małe miasteczko na Mazowszu. I choć tutejsze licea nie zajmują pierwszych miejsc w rankingach krajowych, w których liczą się wyniki matur, to weszły do pierwszej dziesiątki Szkół Sukcesu. Wybiły się w tym, że umieją uczyć – i to nawet tych opornych – na co wskazuje bardzo wysoka edukacyjna wartość dodana (EWD). Sprawdza ona efektywność szkoły w przekazywaniu wiedzy. Mierzy się ją na podstawie porównania wyników egzaminu gimnazjalnego z maturalnym. Im większa różnica między poziomem, z którego startują uczniowie, rozpoczynając naukę w szkole średniej, a tym, z którym kończą edukację – tym większa wartość dodana, czyli wkład szkoły w zdobywanie przez nich wiedzy i umiejętności. Postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej fenomenowi sierpeckich placówek, o którym wspomniała, publikując ranking, „Rzeczpospolita”, a który okazał się zaskoczeniem zarówno dla samych zainteresowanych, jak i mieszkańców miasta.

Biznesowe podejście

Liceum Ogólnokształcące im. mjr. H. Sucharskiego – ładny, odnowiony budynek zaraz obok ogromnej pływalni, naprzeciwko dworca autobusowego. Przed szkołą stojak na rowery, w środku nawet na przerwie czuje się kameralną atmosferę. Nauczyciele swobodnie rozmawiają z uczniami, tłumacząc tym pilniejszym jakieś niejasności z lekcji. Z rozmów z licealistami wynika, że wielu z nich ma ogromne ambicje. Wybrali tę szkołę, bo wierzyli, że nauka tu pozwoli im je spełnić. Choć nie jest tak, że trafia tu tylko sierpecka elita. Przychodzi coraz więcej osób, które nie mają wcale najlepszych wyników z gimnazjum, często są ze szkół poza miastem. Dlatego nauczyciele sami opracowali metody pracy z licealistami. Beata Zdrojewska, nauczyciel matematyki, tłumaczy, że najpierw przeprowadzają diagnozę wiedzy i umiejętności uczniów, tak by można było dostosować poziom nauczania. Różnice bywają duże, a zadaniem nauczycieli jest jak najlepsze przygotowanie uczniów do matury. – Dlatego też w klasie pierwszej poświęcamy dużo czasu na wyrównanie poziomów – dodaje drugi matematyk Jarosław Falkiewicz.

Uczniom o różnych potrzebach edukacyjnych szkoła oferuje wiele dodatkowych zajęć, nauczyciele zachęcają do konkursów i chętnie omawiają materiał ponad program. Wielu licealistów korzysta z tego, bo chce się dalej uczyć. Uważają, że to ich przepustka do innego świata. Paulina z III C chce studiować matematykę w Gdańsku. Choć ma sporo zainteresowań – począwszy od rysunku i fotografii. Bierze udział w olimpiadach z różnych przedmiotów. O tym, że ma talent, świadczy chociażby wygrana w konkursie plastycznym organizowanym przez jednego z europosłów, za co w nagrodę pojechała do Brukseli. Stawia jednak na przedmioty ścisłe.

Karina z tego samego rocznika mówi, że najtrudniejszy był wybór profilu w liceum, bo choć w gimnazjum świetnie szło jej z matematyki, to oprócz tego pisze wiersze i gra na fortepianie. Ostatecznie wybrała coś nowego, czyli biol.-chem.

Iza chce studiować geodezję i kartografię w Gdańsku. Michał jest mistrzem w konkursach chemicznych, Krzysztof został finalistą olimpiady geograficznej. Rafałowi marzą się studia biologiczne. Większość, choć do najbliższych miast uniwersyteckich jest daleko, planuje studia wyższe. Najczęściej więc trafiają do Warszawy i Gdańska. Lecz także do Torunia, Łodzi, a nawet Krakowa.

W rozmowie z dzieciakami nie czuć zblazowania, im się po prostu chce. Dla wielu z nich wymarzone studia to szansa na wyrwanie się z miasta. – I nic dziwnego. Jeżeli mogą potem dostać pracę i porządnie zarabiać w innej miejscowości, powinni to zrobić – smutno uśmiecha się jeden z nauczycieli. I rzeczywiście, na pytanie, który z uczniów zamierza po studiach wrócić do Sierpca – z ponad trzydziestoosobowej grupy zgromadzonej w sali – w górę podnosi się tylko jedna ręka. Karol nieśmiało tłumaczy, że chciałby uczyć matematyki. I to tutaj w szkole. – Już wiem, na czyje miejsce czyhasz – śmieje się jedna z „sorek”, jak uczniowie tytułują pedagogów, Barbara Białecka, która ma najdłuższy staż pracy. Pomysł Karola nikogo nie zaskakuje, w gronie pedagogicznym przeważająca większość to bowiem absolwenci tego liceum. Część z nich to byli uczniowie Białeckiej. Wiele to osoby młode, które się znają, co ułatwia im współpracę.

Walka o ucznia

Być może również w tym tkwi tajemnica sukcesu. Mają zapał, by robić coś ponad to, do czego obliguje podstawa programowa. Wiedzą, że od tego, ile wysiłku włożą w swoją pracę, zależy ich przyszłość zawodowa. W sumie szkoła zatrudnia 47 nauczycieli, z czego 42 na pełen etat. Żeby nikogo nie zwalniać, trzeba mieć jednak uczniów w szkole, a tych z roku na rok ubywa – kiedyś w Sierpcu rodziło się około 200 dzieci rocznie, teraz to nawet mniej niż 150. Trzeba więc je jakoś zachęcić do wybierania placówki, która jest pracodawcą dla kilkudziesięciu osób. To zaś, jak się okazuje, jest najlepszą motywacją dla nauczycieli – wiedzą, że działają również we własnej sprawie.

Szkoła jeszcze rok temu miała 585 uczniów, w tym roku jest ich już 516. – Minęły czasy, kiedy mogliśmy wyławiać tych najlepszych z konkursu świadectw, dzięki czemu poprzeczka była wysoko ustawiona. Teraz nie możemy sobie na to pozwolić. I choć nie przyjmujemy wszystkich, to jednak obecnie raczej zapraszamy, a nie sami wybieramy – przyznaje dyrektor Ewa Nowakowska. To zaś zapewne nie wpływa na średnią maturalną. Ona sama wartość dodaną, której wysokim wskaźnikiem mogą się pochwalić, porównuje do wskaźnika stosowanego w biznesie – EVA (Economic Value Added – ekonomicznej wartości dodanej), która jest wykorzystywana szeroko na świecie do oceny zarządów firm. Jest bardzo dobrym wskaźnikiem do oceny strategii tworzenia bogactwa akcjonariuszy spółki przez menedżerów. – Dyrekcja szkoły to przecież zarząd spółki, oczywiście spółka jest non profit. W takim układzie uczniowie, rodzice, a także władze oświatowe i samorządowe to akcjonariusze. Ranking EWD jest jak notowania giełdowe – mówi Nowakowska.

Takie biznesowe podejście widać też w układaniu programu nauczania. Ponieważ nie są jedynym liceum w okolicy – zespół szkół zawodowych sześć lat temu otworzył kilka klas licealnych – w grę wchodzi już nie tylko walka z niżem, lecz także wygranie z konkurencją. Szkoła ma więc przygotowaną profesjonalną broszurkę informacyjno-reklamową – taką, którą można zostawić w urzędzie albo rozdać uczniom gimnazjów. Nazwy klas są jak gotowy produkt: menedżersko-komputerowa, dziennikarska, biologiczno-medyczna czy też krajoznawczo-turystyczna lub administracyjno-prawna. Tak jest od dwóch lat – przyjmując pewną strategię marketingową, zastąpiono klasyczne klasy matematyczne czy humanistyczne i wprowadzono innowacje pedagogiczne. Podstawa programowa jest w nich taka sama jak w tych tradycyjnych, ale ich głównym atutem jest to, że mają dodatkowe przedmioty uzupełniające odpowiadające profilowi klasy. I tak część uczniów korzysta z nauki grafiki komputerowej, biochemii czy podstaw psychologii klinicznej lub przyswaja podstawy turystyki. – Od wielu lat zajmujemy się ratownictwem. To prężna grupa, która najpierw działała jako kółko zainteresowań – mówi Krystyna Witkowska, też absolwentka szkoły, która uczy biologii. Dlatego kiedy tworzono profile klas, program jednej z nich poszerzono o elementy ratownictwa medycznego. Uczniowie jeżdżą na mistrzostwa w udzielaniu pierwszej pomocy. Najwyższy wynik, jaki udało im się uzyskać, to trzecie miejsce w zawodach okręgowych. – Ale zanim powstały profile klas, zrobiliśmy burzę mózgów, by wiedzieć, co nauczyciele mogą zaoferować oprócz podstawowego przedmiotu, którego uczą. Większość ma pokończone dodatkowe studia podyplomowe, mieliśmy więc w czym wybierać – mówi Nowakowska. Zadecydowały także zainteresowania dzieci – i na przykład okazało się, że nie powstały klasy lingwistyczne (angielski, francuski, niemiecki lub rosyjski), bo nie było chętnych. Podobnie stało się z profilem zarządzanie informacją. – Uczniowie stawiają na przedmioty ścisłe. Uważają, że to lepsze perspektywy i większa grupa wybiera kierunki matematyczno-przyrodnicze – mówi dyrektor.

Praca daje efekty

W położonym kilkaset metrów dalej Zespole Szkół nr 1 z ustawionego na korytarzu głośnika płynie głośny rap. Puszczenia muzyki na długich przerwach to przywilej, który uczniowie wywalczyli sobie sami. Prawdziwa feeria kolorów – buty Nike, dresy, dziewczyny z wyraźnym makijażem, blond włosy upięte w kucyki lub fale. Widać głównie męskie twarze i słychać głośny śmiech. Większość to uczniowie technikum i zawodówki, dyrekcja dopiero niedawno zdecydowała się otworzyć również klasy licealne.

– Wiem, że mam dobrą kadrę i staramy się dobrze uczyć, ale wyniki mnie zaskoczyły, bo znaleźliśmy się w pierwszej dziesiątce tych, którzy mają najwyższą wartość dodaną – przyznaje dyrektor Piotr Tyndorf. Jego zdaniem może być pewne wytłumaczenie – dzieci, które do nich trafiają, są na zróżnicowanym poziomie edukacyjnym. Badane roczniki to początek istnienia liceum ogólnokształcącego w Zespole Szkół nr1 w Sierpcu. Wszystko, co nowe, jest niepewne, więc wybór tej szkoły rodził pewne ryzyko wśród absolwentów gimnazjów. Ciężka, systematyczna, ale dostosowana do możliwości uczniów praca daje efekty i popularność szkoły stała się faktem. I choć na początku wielu uczniom jest trudno, to przy konkretnych wymaganiach można osiągnąć całkiem sporo. Tak naprawdę sukces tkwi w równowadze między tym, co możemy zaoferować, a czego od uczniów oczekujemy i wymagamy – mówi dyrektor.

Dlatego ostatecznie wartość dodana może być wysoka, bo można zrobić coś, czego nie da się wypracować w najlepszych liceach. Tam, aby się dostać, trzeba przejść ostre sito selekcji, bo takie placówki przyjmują już najlepszych. Ciężka praca tych szkół pozwala utrzymać, a w znakomitej większości rozwinąć talenty i uzdolnienia swoich uczniów. W przypadku młodzieży z bardzo dobrymi wynikami egzaminów gimnazjalnych trudno jest jednak wskaźnik procentowy zdecydowanie podnieść podczas egzaminów maturalnych, a EWD mierzy rozpiętość osiągnięć między tymi dwoma egzaminami. Stąd wyjaśnienie tajemnicy – jak można być liceum ze średnimi wynikami matur i zarazem szkołą sukcesu z wysokim EWD.

Ewa Stożek z Instytutu Badań Edukacyjnych, który oprawcowuje wskaźniki edukacyjnej wartości dodanej, uważa, że przykład szkół w Sierpcu udowadnia przydatność tej metody oceny prac placówek. Do tej pory rodzice i uczniowie przede wszystkim właśnie sięgali po rankingi szkół tworzone na podstawie wyników matur. Tu zaś w pierwszej dziesiątce znajdywały się od lat ciągle te same placówki – takie jak LO im. Stanisława Staszica w Warszawie, Liceum Akademickie Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu czy LO im. Augusta Witkowskiego w Krakowie. Sierpeckie nie łapały się nawet do pierwszej dwusetki. Jednak porównując wkład szkoły w naukę np. w liceum w Krakowie, to okazuje się, że w przedmiotach matematycznych to sierpeckie są lepsze. – Przy porównywaniu samych wyników matur poszkodowane będą te placówki, które nie selekcjonują młodzieży podczas naboru i pracują dużo ze słabszymi uczniami – mówi dr Stożek – Metoda EWD pozwala ocenić efektywność nauczania szkoły niezależnie od tego, jacy uczniowie do niej trafiają. I rzetelnie ocenić takie szkoły jak w Sierpcu – mówi Stożek.

Panny policjantki

Dwie placówki to w realiach niespełna 20-tys. miasteczka oznaka prawdziwej konkurencji. W Zespole Szkół nr 1 nie ma co prawda klasy menedżerskiej czy prawnej jak w liceum Sucharskiego, ale dyrektor ma innego asa w rękawie: to klasa policyjna. Dziewczyny uśmiechają się, wygładzając czarne mundury. Wyglądają jak z reklamówki szkoły policyjnej – w liceum środa to dzień, kiedy w klasach o tym profilu wszyscy przychodzą w strojach. Niska, ładna brunetka Karolina ma na ramieniu cztery złote belki. To za dobrą naukę. Przyznaje, że marzy jej się skończenie szkoły w Szczytnie. Mieszka 10 km od Sierpca, w Mochowie. Rodzice mają gospodarstwo, bracia skończyli zawodówkę i technikum. Ona chciała do liceum, choć rodzina namawiała ją, by poszła raczej do technikum ekonomicznego. Jeżeli uda jej się zrealizować marzenia, nie planuje już powrotu do miasta. – Szczerze mówiąc, wolałabym nie musieć szukać przestępców wśród ludzi, których znam – śmieje się dziewczyna, błyskając aparatem na zęby. Najbardziej się boi matury, wcale nie z matematyki, tylko z angielskiego. – Klasa policyjna to był strzał w dziesiątkę. Najpierw robiliśmy to w ramach eksperymentu, teraz klasa funkcjonuje jako innowacja pedagogiczna – mówi Piotr Tyndorf. Mimo niżu demograficznego do tej klasy było więcej chętnych niż miejsc – zgłosiło się 61 osób, a przyjęli maksymalnie dużo, bo 36 osób. Mają też drugą klasę – ta jest z profilem opiekuńczo-medycznym, do której zgłosiło się sporo osób ze świadectwem z biało-czerwonym paskiem. Co ciekawe, obie klasy zostały zdominowane przez dziewczęta, także ta policyjna. W klasie Karoliny jest np. tylko kilku chłopców. Żeby projekt wypalił, szkoła nawiązała współpracę z lokalną policją oraz ze szpitalem. Układ jest taki, że zarówno komenda, jak i placówka medyczna wysyłają im pracownika, który prowadzi dodatkowe zajęcia dla uczniów. Tyndorf przyznaje, że otwierając sześć lat temu klasy licealne, chcieli zmienić, wzbogacić wizerunek szkoły. Przede wszystkim po to, by przyciągnąć więcej uczniów, których liczba w niżu kurczy się z roku na rok. Zmieniło się sporo, m.in. dlatego że na szkolnych korytarzach pojawiły się dziewczęta. Tych nie było prawie w ogóle – placówka była w pełni zmaskulinizowana, teraz jest ich ponad 230 na 750 uczniów. – Przybyło również choćby atrakcji artystycznych, którymi wcześniej mało kto się interesował – mówi Tyndorf.

Jednak większość klas to nadal te z kształceniem zawodowym. Jeden z nauczycieli szczerze przyznaje, że liceum jest raczej dla tych, którzy jeszcze nie zdecydowali, co będą robić, bo wiadomo, że lepszą pracę gwarantuje technikum. Pomimo to moda na licea w Sierpcu robi się coraz większa. W mieście powstają też placówki niepubliczne, a w innym zespole szkół zawodowych otwarto klasy licealne – tyle że z profilem strażackim.

Nie tylko teoria

W obu szkołach widać, że wiele wysiłku jest skierowane na działania ponadprogramowe. Często nawet niezwiązane z nauką, a bardziej z pracą na rzecz społeczności lokalnej. W Liceum im. mjr. Sucharskiego uczestniczyli np. w projekcie unijnym „Otwarte serca, przyjazny świat”, w ramach którego uczniowie przygotowywali różne warsztaty i zajęcia (m.in. językowe, informatyczne, matematyczne) dla osób niepełnosprawnych. – Przychodziły dzieci od 6. roku życia, ale i dorośli. Uczniowie zaangażowali się, część z nich kontynuuje to z własnej woli, działając w ramach wolontariatu. Niektórzy po raz pierwszy zetknęli się z osobami z niepełnosprawnością – mówi wicedyrektor Ewa Jancewicz.

Krystyna Witkowska, nauczycielka biologii z LO im. mjr. Sucharskiego, podkreśla, że stawiają też na praktyczne podejście. Dlatego zorganizowali uczniom zajęcia w oczyszczalni ścieków czy w mleczarni, tak by mogli wypróbować, na czym polega to, czego się uczą, w praktyce. Jednak wizyty w pobliskim browarze na razie nie planują. Pomimo że część maturzystów jest już pełnoletnia – żartują uczniowie. W obu szkołach dodatkowa godzina, o którą powiększono nauczycielskie pensum – karciana dziewiętnastka (która ma być wykorzystywana na zajęcia niezwiązane z realizacją podstawy programowej) – jest poświęcona nie tylko na wyrównywanie szans, czyli zajęcia dla słabiej uczących się, lecz także tym najzdolniejszym. – U nas w szkole uczniowie mogą przychodzić też w każdym innym momencie, jeżeli mają zapał i chęć robić coś dodatkowego – mówi Rafał, któremu marzą się studia biologiczne. Nie bez przyczyny szkoła ma oficjalny certyfikat odkrywcy talentów nadany przez resort edukacji. W Zespole Szkół nr 1 zaś korzystają ze środków unijnych na dodatkowe lekcje matematyki i fizyki. A żeby dzieciaki chętniej się uczyły, zorganizowano im nawet zajęcia z psychologiem motywującym do nauki.

Chemiczna afera

Mieszkańcy Sierpca nie do końca wierzą w swoje szkoły. Ale sami przyznają, że może po prostu jest tak, że „cudze chwalicie, swego nie znacie”. – Byliśmy zaskoczeni sukcesem Sucharskiego – mówią szczerze pracownicy jednego z urzędów zapytani przez nas o ocenę. Podkreślają, że szkoła się stara. Szczególnie po ostatnim skandalu z maturą, który położył się cieniem na jej reputacji – 30 uczniów zostało przyłapanych na tym samym błędzie z rozszerzonej matury z chemii. Dostali 0 proc. Dyrektor liceum tłumaczyła wtedy, że zespół (w skład zespołu nadzorującego oprócz nauczycieli LO wchodzą również nauczyciele z innych szkół) dopełnił swoich obowiązków, ale doszło do niesamodzielnej pracy maturzystów. – Nasza młodzież pisała w hali sportowej i widocznie coś umknęło nadzorującym – mówi nam dyrektor. Dodaje, że szkoła wprowadziła program naprawczy. Zostały przeprowadzone pogadanki na temat etycznych zachowań uczniów, zmieniono organizację egzaminu. – Przeprowadzona później przez niezależny zespół ewaluatorów powołany przez mazowieckiego kuratora oświaty całościowa ewaluacja zewnętrzna wypadła bardzo dobrze – mówi Nowakowska.

Jedno jest pewne – teraz szkoła spotęgowała wysiłki. Uczniowie startują w wielu konkursach, w tym także chemicznych, by wykazać się wiedzą.