Język angielski jako część podstawy programowej w przedszkolach - Ministerstwo Edukacji wstrzymuje się od podawania jakichkolwiek terminów, ale jest "za". - Pomysł jest na wczesnym etapie, w związku z czym nie można jeszcze mówić o konkretach - mówi DGP rzecznik resortu Grzegorz Łacheta. Ministerstwo Edukacji Narodowej prowadzi obecnie analizy dotyczące uzupełnienia podstawy programowej o język angielski - tylko tyle ma na razie do powiedzenia resort.

Wprowadzenie na masową skalę nauczania języka obcego stanowiłoby dla polskiej oświaty olbrzymie wyzwanie logistyczne. Potrzebne byłyby dodatkowe etaty. Budżet już w tym roku ponosi koszty specjalnej subwencji, która ma wyrównać samorządom straty związane z obniżeniem opłaty za przedszkola. W nadchodzących latach subwencja ma się jeszcze zwiększyć, ale trudno oszacować, czy wystarczy z niej pieniędzy na wyrównanie, nowe przedszkola i jeszcze kolejny przedmiot.

Drugą istotną kwestią jest to, kim obsadzać nowe etaty przedszkolnych anglistów. Czy będą to wykwalifikowani pedagodzy, czy kurs doszkalający przejdą panie kucharki i wychowawczynie. Dyrektor Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty Marek Pleśniar widzi dwa rozwiązania. - Nauczycielki nauczania przedszkolnego nie znają w większości języka, więc albo istniejącą już kadrę będziemy starali się w tej kwestii podszkolić, albo anglistów wyposażymy w kompetencje potrzebne do nauczania w przedszkolach - komentuje Pleśniar.

Wydziały pedagogiczne polskich uniwersytetów już w tej chwili prowadzą specjalności, które przygotowują do nauczania języka obcego na etapie przed- i wczesno- szkolnym. Na przykład na Uniwersytecie Warszawskim jednym z kryteriów dostania się na taką specjalizację jest znajomość języka angielskiego na poziomie C1. Takie kierunki istnieją od kilku lat, więc zdążyły już wykształcić absolwentów.

To właśnie takich specjalistów będzie potrzebował resort, jeśli lekcje dla maluchów faktycznie mają się odbywać w przedszkolach. - Do nauczania języka obcego konieczny jest dobry nauczyciel, który jest świadomy potrzeb dzieci i ich możliwości. Na tym etapie nie można zbyt wiele wymagać. Dzieci mają polubić język i się z nim osłuchać - tłumaczy dr Magdalena Szpotowicz z Uniwersytetu Warszawskiego.

Specjaliści pomysł oceniają dobrze, argumentując, że w tym wieku umysł dzieci jest bardzo chłonny. - Nauka języka na tym etapie wykształca intuicje językowe - mówi prof. Małgorzata Żytko z Uniwersytetu Warszawskiego. - W niektórych krajach Europy dzieci zaczynają obowiązkową naukę już w wieku lat trzech - dodaje dr Szpotowicz. Takim krajem jest np. Hiszpania.

Poszerzenie oferty publicznych jednostek z pewnością stanowi złą informację dla firm organizujących zajęcia dodatkowe. Dla MEN to forma ucieczki do przodu. Na chwilę uda się zatrzeć wrażenie, że operacja "przedszkole za złotówkę" prowadzona jest po omacku.