Potwierdziły się obawy samorządów i ekspertów, że rzetelność badań czasu pracy wzbudzi poważne wątpliwości. Pedagodzy sami wykazywali, co robią na rzecz szkoły, rodziców i uczniów. Nikt ich opinii nie weryfikował. W rezultacie zaręczyli, że średnio pracują prawie 47 godzin tygodniowo. W wiarygodność tych badań praktycznie wierzą już tylko oświatowe związki. Ekspertom zapoznającym się z ich wynikami niejednokrotnie trudno powstrzymać się od zdumienia, a nawet śmiechu.

Wszystko wskazuje, że resort edukacji narodowej mimo zapowiedzi nie będzie ich uwzględniał w pracach nad zmianą Karty nauczyciela. Z kolei Związek Nauczycielstwa Polskiego będzie domagał się tworzenia kolejnych stanowisk dla pedagogów, co miałoby odciążyć od pracy obecnie zatrudnionych. To jednak wiąże się z dużymi kosztami dla gmin.

Badania bez weryfikacji

Wątpliwości wzbudza już sama metodologia zastosowana przez Instytut Badań Edukacyjnych, który realizował ten projekt. Badanie było podzielone na dwie części. Pierwsza polegała na wypełnianiu przez wylosowanych nauczycieli ankiety internetowej. W drugiej ankieterzy pytali nauczycieli o poprzedni dzień pracy. W efekcie uczestniczyło w nich około 7,4 tys. osób.

Samorządowcy podkreślali, że bez weryfikacji np. ze strony dyrektorów szkół tego, co deklarują nauczyciele, raport traci jakąkolwiek wartość.

Nie ma ustalonych standardów badania czasu pracy nauczycieli, bo ten zawód można wykonywać w różnych miejscach. Dodatkowe przepytywanie dyrektorów nie przybliżyłoby nas do prawdy – tłumaczy Michał Fedorowicz, dyrektor IBE.

Absurdów w sposobie badania jednak nie brakuje. Na przykład ustalono, że nauczyciele wykonują aż 54 czynności związane ze swoim zawodem. Okazało się, że większość nauczycieli w każdym tygodniu robi uczniom kartkówki, bo ponad 66 proc. zaznaczyło taką czynność.

Co ciekawe, 0,1 proc. osób deklarował, że co tydzień wypisuje świadectwa oraz wykonuje czynności związane z egzaminami zewnętrznymi i opieką nad pocztem sztandarowym. Zgodnie z przepisami i harmonogramem funkcjonowania szkoły te czynności wykonuje się najwyżej kilka razy w roku.

Z badania można wywnioskować też, że kilka razy w miesiącu nauczyciele pełnią dyżury na dyskotekach szkolnych. Niektórzy ankietowani deklarowali podobny obowiązek w trakcie rekolekcji, które – ich zdaniem – też odbywają się raz w tygodniu lub częściej. Dodatkowo do czasu pracy nauczycieli wliczano czynności, które nie zawsze są uwzględnianie w przypadku pozostałych zawodów (np. związane z dokształcaniem).

Nauczycieli bronią jednak sami dyrektorzy.

W każdym zawodzie zdarzają się osoby leniwe. Większość nauczycieli ma jednak dużo pracy i nie dziwi mnie, że pracują 47 godzin tygodniowo – zauważa Tomasz Malicki, dyrektor I Liceum Ogólnokształcącego im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie.

Podkreśla, że w jego szkole robiono podobne wewnętrzne badania. Okazało się, że nauczyciele pracują prawie 60 godzin tygodniowo.

Czas pracy powinien też uwzględniać wszystkie przerwy między zajęciami i okienka, bo wtedy nauczyciele dyżurują lub sprawdzają prace – dodaje Ryszard Proksa, przewodniczący sekcji krajowej oświaty NSZZ „Solidarność”.

Najlepszy czas

Co najmniej niefortunny był także wybór terminu badania. Praca nauczycieli była sprawdzana tylko w trakcie pełnych tygodni ich czasu pracy. Pozostałe nie były uwzględniane.

To badanie jest nierzetelne, bo rok ma 52 tygodnie, a badanie dotyczy tylko 27 pełnych tygodni pracy pedagogów. Pozostałe 16 tygodni jest nielekcyjnych, a kolejne 9 jest tygodniami niepełnych zajęć – wylicza Andrzej Porawski, sekretarz Związku Miast Polskich.

Dodaje, że w skali roku nauczyciele z pewnością nie pracują nawet połowę zadeklarowanego czasu.

Sam IBE przyznaje, że np. nie może ponosić odpowiedzialności za różne pojmowanie przez nauczycieli zadawanych pytań.

Nie wykluczam, że mogły być takie przypadki, gdy nauczyciel historii, czytając książkę historyczną, mógł ten czas wskazać w ankiecie jako poświęcony na samokształcenie – wskazuje Michał Fedorowicz.

Autorzy raportu sami potwierdzili, że mogą występować w nim błędy.

To oczywiste, że wszyscy postrzegają nauczycieli jako osoby, które się nie przepracowują. Dodatkowo potwierdzają to badania międzynarodowe OECD. Dlatego wytypowani do badania byli już do niego odpowiednio nastawieni – mówi Ryszard Stefaniak, naczelnik wydziału edukacji Urzędu Miasta Częstochowy.

Jego zdaniem nauczyciele za wszelką cenę chcieli zmienić swój wizerunek.

Wątpliwości budzi też dobór ankietowanych. Aż 56 proc. z nich posiadało najwyższy z czterech stopni awansu zawodowego (nauczyciela dyplomowanego). Z kolei ci z najniższym (stażysta) stanowili zaledwie 2,5 proc. badanych.Raport zawiera też szereg informacji, które z czasem pracy nauczycieli ma niewiele wspólnego. Respondenci musieli sobie też przypomnieć, gdzie mieszkali, gdy mieli ukończone 15 lat. Nie jest jasne, po co pytano nauczycieli, jakie mieli wykształcenie ich rodzice, gdy oni byli nastolatkami. Wśród pytań, które według badaczy były istotne do zweryfikowania czasu pracy, pojawiły się też te o stan cywilny czy liczbę dzieci. W odpowiedzi na ostatnie pytanie aż 34 proc. wskazało, że ich nie posiada.

Podstawa zmian?

W rezultacie trudno uznać wyniki badania za w pełni wiarygodne. Na przykład sami nauczyciele uważają, że awans zawodowy jest uciążliwy i odbywa się kosztem życia prywatnego. Ale poświęcają mu tylko 10 minut pracy tygodniowo.

Większość respondentów jako trzeci najważniejszy atut swojego zawodu wymieniło długie wakacje. Ponadto 78 proc. nauczycieli uważa, że pensum nie jest ani za duże, ani za małe. 17 proc. przyznaje się do tego, że liczba ich zajęć jest zbyt niska.

To jest dobra okazja, aby zastanowić się nad zmianą pensum, bo o ile poloniście można byłoby pozostawić 18 godzin, to w przypadku nauczyciela języka obcego lub nauczyciela WF należałoby ten wymiar zwiększyć – proponuje Andrzej Porawski.

Z raportu wynika też, że 53 proc. nauczycieli woli pracować w domu, a zaledwie 8 proc. w szkole. Nauczyciel z pensum 18-27 zajęć lekcyjnych poświęca 15 godz. i 30 minut na zajęcia, 2,1 godziny na prowadzenie innych zajęć z uczniami (a także 3 godziny na przygotowanie do tych ostatnich), ponad 7 godz. na przygotowanie do lekcji i tyle samo na sprawdzanie prac. – Z poszczególnych dni wynika, że nauczyciele pracują nawet w sobotę i w niedzielę – potwierdza Michał Fedorowicz. Dodaje, że tylko w piątek mniej czasu poświęcają na przygotowanie do lekcji.