Choć nabór trwa, w niektórych miastach już się zakończyła jego pierwsza faza. W stolicy do pierwszych klas jest zapisanych dziś 4,3 tys. dzieci, podczas gdy w zeszłym roku było ich 4,5 tys. W Lublinie do pierwszych klas zapisało się 457 dzieci, rok temu było ich w kwietniu 549. Z kolei w Poznaniu, jak donoszą lokalne media, może się okazać, że we wrześniu do pierwszych klas pójdzie o połowę 6-latków mniej niż w roku 2012/2013. Wtedy było to ok. 1,6 tys. dzieci. Jeżeli rodzice nie zmienią zdania (mogą to zrobić do końca czerwca), w nowym roku szkolnym naukę zacznie zaledwie 743 pierwszaków.

W Ostrowie Wielkopolskim do pierwszych klas prawdopodobnie pójdzie więcej dzieci z młodszych roczników – rok temu było ich zapisanych do 102, teraz zgłosiło się 141 6-latków, czyli niecałe 20 proc. więcej. I tak się dzieje, mimo że prezydent Jarosław Urbaniak włożył wiele wysiłku, by przekonać rodziców do reformy. Oprócz argumentów edukacyjnych pojawił się też taki, że warto posyłać dzieci już teraz, bowiem w 2014 r. (kiedy wszystkie dzieci 6-letnie mają zasiąść w szkolnych ławach) dojdzie do kumulacji dwu roczników. To oznacza, że tym dzieciom będzie ciężej nie tylko w pierwszej klasie, lecz w trakcie całej kariery szkolnej: będzie większa konkurencja przy ubieganiu się o miejsce w dobrym gimnazjum, liceum, na studiach, wreszcie na rynku pracy. Prezydent zorganizował nawet kampanię medialną, łącznie ze spotami w telewizji lokalnej, w których występowała superniania. Jednak z jego doświadczenia wynika, że najlepiej będzie, jeśli rodzice zobaczą dobrze przygotowane szkoły i będą mieli szansę porozmawiać z nauczycielami.

O niechęci rodziców do klas pierwszych świadczą także wyniki zapisów 6-latków do zerówek– te dzieci pójdą do pierwszych klas za rok w wieku 7 lat. Np. Bielsku-Białej do takich oddziałów zapisało się 1370 dzieci 6-letnich, teraz w zerówkach jest ich mniej – 1311. Urzędnicy mają swoje wytłumaczenie tego zjawiska. – Rodzice nie wierzą, że reforma wejdzie w życie. Mówią, że jeżeli raz została przesunięta, to pewnie będzie tak znowu – mówi Barbara Czołowska, zastępca dyrektora oświaty i wychowania Urzędu Miasta Lublin.

Pracownicy oświaty z Lublina uważają, że już po marcowych wynikach rekrutacji można przewidzieć, ile dzieci znajdzie się w pierwszych klasach. W zeszłym roku do kwietnia zapisało się 549 6-letnich dzieci, potem doszło tylko 60 kolejnych. W sumie do pierwszych klas poszło ok. 19 proc. sześciolatków. – Nie spodziewamy się, by teraz było inaczej – przyznaje Czołowska. Jeżeli nic się nie zmieni, w 2014 r. kiedy wejdzie obowiązek, zamiast 3 tys. dzieci naukę rozpocznie 5 tys. – Będą się pewnie uczyć dwuzmianowo. I tak może być przez całą drogę edukacyjną – mówi Czołowska. Ten kłopot dotknie całą Polskę. W 2012 r. do I klas poszło 17,62 proc. 6-latków. Jeżeli w tym roku nie będzie ich więcej niż 20 proc., to we wrześniu 2014 r. trafi tam blisko 730 tys. dzieci zamiast ok. 400 tys.