Informacje są szacunkowe, szczególnie że sześciolatka będzie można zapisać do szkoły jeszcze do 5 września. Wiele wskazuje jednak na to, że założenia minister edukacji Katarzyny Hall, która kilkukrotnie prognozowała publicznie, że w tym roku naukę rozpocznie 25 proc. sześciolatków, nie sprawdzą się.

To oznacza, że w przyszłym roku szkolnym w pierwszych klasach zamiast 380 tys. będzie blisko 700 tys. uczniów.

Dla roczników 2005 i 2006 oznacza to wiele trudności – czeka ich dużo większa konkurencja, zarówno podczas starania się o miejsce w gimnazjum, jak i w liceum, a potem na studiach.

Trudniej też im będzie odnaleźć się na rynku pracy, bowiem o każdy etat będzie się ubiegało blisko dwa razy więcej kandydatów. Eksperci zajmujący się oświatą przekonują, że reforma została przeprowadzona zbyt szybko, a rząd przeznaczył zbyt mało pieniędzy, by przygotować szkoły na przyjęcie sześciolatków.

– Samorządy i szkoły nie są przygotowane na to, aby w przyszłym roku przyjąć dwa roczniki uczniów do pierwszych klas. Do takiego kroku nie jest też przekonane społeczeństwo – wskazuje Wojciech Starzyński, prezes fundacji Rodzice Szkole, były szef Społecznego Towarzystwa Oświatowego.

W jego ocenie reforma powinna zostać wydłużona nawet o pięć lat, tak aby wszystkie szkoły znalazły środki na dostosowanie warunków do opieki nad młodszymi dziećmi, a kadra nauczyła się z nimi pracować. – Do tego czasu zainteresowani rodzice mogliby oczywiście posyłać młodsze dzieci do pierwszych klas, ale na zasadzie dobrowolności, a nie przymusu – dodaje Starzyński.

Minister Hall odpiera zarzuty. Wielokrotnie wskazywała, że problemu nie ma, bo przecież do tej pory sześciolatki uczyły się w szkolnych zerówkach.

Co innego mówi opublikowany na początku tego roku raport GIS, z którego wynika, że sześć tysięcy szkół podstawowych, czyli prawie połowa wszystkich istniejących, nie jest gotowych na przyjęcie sześciolatków. Niektóre z nich nie mają nawet ciepłej wody. Brakuje też stołówek. Z kolei meble i łazienki nie są dostosowane do wzrostu sześciolatków. Inspektorzy odkryli też, że w szkołach nie ma zalecanych przez MEN pomieszczeń lub kącików na zabawę i odpoczynek dla maluchów.